30 stycznia 2012

MISSION COMPLETE ?

Ileż to trzeba się namęczyć, aby w dzisiejszych czasach skompletować dyskografię danego artysty. Zmniejszające się nakłady płyt kompaktowych sprawiają, że to co przed kilkoma laty było nowością, dziś może całkowicie zniknąć z rynku. Aż ciśnie się na usta parafraza - kochajcie płyty, tak szybko odchodzą. 


 Jako fan grupy The Mission, postanowiłem zdobyć wszystkie studyjne albumy tego zespołu. Zaczęło się dość prozaicznie, od winyla "The Children" (1988). Zakupiony w sklepie płytowym przed paru laty, tak bardzo zapadł mi w pamięć, że sprawiłem sobie także odpowiednik kompaktowy. Później przyszedł czas na zbieranie informacji o grupie, albumach i samym liderze. Im więcej czytałem, tym bardziej moja fascynacja wzrastała. Fragmentaryczne odsłuchy w sklepie internetowym, zwróciły mą uwagę na album "Aura" (2001). Mając w pamięci, że ów krążek widziałem w jednym ze sklepów z płytami, udałem się tam następnego dnia. Oczywiście nie myliłem się. Poza tym albumem, sklep nie oferował już nic, z bogatej dyskografii The Mission. Dobre i to, pomyślałem. Płyta rzeczywiście okazała się nad wyraz udana i z przyjemnością wracam do niej po dziś dzień. Kolejne zdobycze to już spora zagwozdka. Jeśli mnie pamięć nie myli, to po albumie "Aura" nabyłem składankę "Resurrection" (2005), a następnie debiut w postaci "Gods Own Medicine" (1986). Wraz z upływem lat, moja kolekcja rozrastała się. Jedne rzeczy udawało się zakupić bez problemu poprzez portale aukcyjne, z innymi był większy problem, jak choćby z płytą "Grains Of Sand" (1990). Konsekwencja i nieustępliwość w końcu zostały nagrodzone. Satysfakcja była naprawdę spora, a i radość niewysłowiona. Muzyka zawarta na albumie przeszła moje najśmielsze oczekiwania i utwierdziła mnie w słuszności nabywania kolejnych albumów.

Na sam koniec zostawiłem sobie płyty z lat 90, które to uchodzą za najgorsze (wyjątkiem jest "Mask" (1992), który broni się całkiem nieźle). Chodzi zwłaszcza o albumy "Neverland" (1995) oraz "Blue" (1996), które to rozczarowały fanów na tyle, że odwrócili się oni od zespołu. Kupując je miałem tego świadomość, ale także pewną satysfakcję, bo oto poszukiwania dobiegały końca. Poza tym, poznawanie nagrań z takiej perspektywy, niejednokrotnie dowiodło, że lepiej odbierało się samą muzykę. Wspomniany "Neverland", pomimo drastycznego spadku formy, prezentuje się dość przyzwoicie. Płyty "Blue" póki co nie oceniam, bo zbyt mało jej słuchałem by wyrobić sobie na jej temat zdanie.


Poza albumami studyjnymi zgromadziłem też płytę z sesją dla BBC "Salad Daze" (1994), solowe albumy Hussey'a, dwupłytową wersję albumu "Aura" oraz singla "Keep It In The Family" do płyty "God Is A Bullet" (2007). Czy to już kres poszukiwań? Na pewno nie, bo przede mną jeszcze płyty koncertowe, które to dopełnią efektu całości. Poza tym, kolekcjonowanie ma to do siebie, że nigdy się nie kończy. Czas więc podjąć kolejne wyzwania...

Jakub "Negative" Karczyński 

20 stycznia 2012

PRZESŁUCHANIE 05

Pewne rzeczy są stałe i niezmienne. Trwają bez względu na zmieniające się trendy czy mody. Są jak głaz, który leży wciąż w tym samym miejscu i wygląda dokładnie tak samo jak dwadzieścia lat temu. Być może gdzieniegdzie widać efekt działania warunków atmosferycznych, niemniej są to zmiany śladowe, bez wpływu na całokształt.

INKUBUS SUKKUBUS "THE DARK GODDESS" (2010)


Tak też jest w przypadku grupy Inkubus Sukkubus. Ten neopogański zespół, istniejący już ponad dwadzieścia lat, wciąż stoi na straży swoich muzycznych tradycji. Płyta "The Dark Goddess" (2010) nie powinna być zaskoczeniem dla fanów grupy. To wciąż ten sam melodyjny rock gotycki, przepełniony opowieściami o demonach, aniołach, bóstwach i tym podobnych sprawach. Jednych taka deklaracja zapewne ucieszy, inni zmartwią się schematycznością i przewidywalnością materiału. Muzyka pomimo swej melodyjności, wciąż rzeźbi te same koleiny, nie oferując słuchaczowi żadnych nowych rozwiązań. Szkoda, bo jak na zespół z takim dorobkiem, wymagałbym pewnego rozwoju. Pomijając ten aspekt, trudno odmówić płycie swoistego uroku. Słucha się jej bardzo przyjemnie, a i kompozycje trzymają równy poziom. Mnie osobiście, najbardziej spodobały się takie utwory jak wieńczący całość utwór "Karnayna", "Lose Yourself At The Nymphaeum", "Ferryman", "Bacchanalia", "Lunacy" oraz "One Of The Dead", choć powtarzalność tego tytułu w utworze, przechodzi wszelkie dopuszczalne granice. 

Podsumowując. "The Dark Goddess" nie powinna rozczarować oddanych fanów. Wszystkie elementy są na swoich miejscach, choć czasem, aż kusi by coś przestawić. Inkubus Sukkubus wybrał dobrze znaną ścieżkę i chyba nie zanosi się na to by z niej zszedł. Troszkę szkoda, że grupie brak odwagi, by zaskoczyć czymś słuchacza i urozmaicić swoją muzykę. Czasem warto podjąć ryzyko, by nie ugrzęznąć w schematach. Najbardziej przecież pamięta się te płyty, które nas mile zaskakują, a nie te, które już gdzieś się słyszało. Miejmy nadzieję, że nowy album będzie takim nowym otwarciem, pokazaniem nam nieco innego oblicza grupy Inkubus Sukkubus.

ocena: 6/10

Jakub "Negative" Karczyński

18 stycznia 2012

ZAPOWIEDZI PŁYTOWE 2012


Początek roku nie przynosi zbyt wiele nowych płyt, lecz mimo wszystko warto być czujnym. Już 23 stycznia dostępny będzie singiel "Wichita Lineman" promujący album "Curios" nagrany przez duet Hussey - Regan. Niestety, dostępny on będzie wyłącznie w formie pliku mp3 do pobrania poprzez amazon lub itunes. Poza piosenką singlową zawierać będzie dwa dodatkowe utwory: Angel Of Death oraz Alone & Forsaken. Oba nagrania to mniej znane kompozycje Hanka Williamsa, którego Hussey jest wielkim fanem.



Z kolei 24 lutego, swoim premierowym albumem uraczy nas Inkubus Sukkubus. Następca "The Dark Goddess" z 2010, zatytułowany będzie "The Goat" ("Kozioł"). Ujawniono już okładkę jak i listę utworów, która przedstawia się następująco:

01 The Goat
02 Sweet Fallen Angel
03 Gone
04 Two-penny Whore
05 Forever
06 Rites of Pan
07 Pagan Born (acoustic)
08 Fire & Ice
09 Breath of Wanting
10 Melancholy Blue



Ostatnią premierą do jakiej udało mi się dotrzeć, to wspominana już na łamach Czarnych słońc, koncertowa płyta Fields Of The Nephilim. "Ceremonies" ma ukazać się 9 kwietnia w formie trzypłytowego digipacka. W jego skład wejdą dwa krążki CD oraz płyta DVD. A oto czego możemy się spodziewać po tym wydawnictwie:

Disc 1 - Cd
01. Shroud
02. Straight To The Light
03. Penetration
04. Shine
05. Wail Of Sumer
06. And There Will Your Heart Be Also
07. Trees Come Down
08. Moonchild
09. Psychonaut

Disc 2 - Cd
01. Intro (harmonica Man)
02. Preacher Man
03. From The Fire
04. Requiem
05. Xiberia
06. Zoon (wakeworld)
07. Mourning Sun
08. Celebrate

Disc 3 - Dvd
01. Shroud
02. Straight To The Light
03. From The Fire
04. Penetration
05. Wail Of Sumer
06. And There Will Your Heart Be Also
07. Trees Come Down
08. Moonchild
09. Psychonaut
10. Mourning Sun

Jakub "Negative" Karczyński
 

14 stycznia 2012

HUSSEY - REGAN "CURIOS" (2011)



Kolejny raz przekonałem się, że zbyt wielkie oczekiwanie w stosunku do muzyki, nie sprzyja w jej odbiorze. W końcu nawet nasi ukochani artyści, nie mają przecież monopolu na nagrywanie genialnych płyt. Czasem warto ostudzić emocje by nie poczuć zbyt dużego rozczarowania. 

Kiedy Wayne Hussey ogłosił, że zamierza nagrać płytę razem z Julian Regan, byłem niezwykle ciekaw efektu. Zestawienie takich głosów dawało pole do popisu wyobraźni. I choć ich współpraca nie była niczym szczególnie zaskakującym, bowiem podjęli ją już w 2006 roku przy okazji ostatniej płyty The Mission, to ciekawość nie pozwalała przeoczyć tej premiery. Niestety emocje studził fakt, że owa płyta to zbiór coverów, do których artyści mają sentyment. Podobny patent Hussey zastosował w przypadku swojej pierwszej płyty solowej "Bare" (2009). Efekt był dość przeciętny jak na jego możliwości, acz nie na tyle zły by nie dało się tego posłuchać. 

Sięgając po płytę „Curios” musimy przygotować się na dość ascetyczną formę w jaką ubrane zostały owe covery. Brak tu mocniejszych akcentów, ostrych gitar czy energii znanej choćby z płyt The Mission, co nie oznacza, że panuje tu minimalizm rodem z Japonii. Jedne utwory są zaaranżowane z większym rozmachem, inne z kolei mają oszczędniejszą formę ograniczającą się do głosu, chórków, gitary i perkusji. Pomimo takiego podejścia, płyta wypada nad wyraz dobrze i ciekawiej, niż wspomniana poprzedniczka. Słucha się jej z przyjemnością, choć niczym specjalnie nie zaskakuje. Artyści sięgnęli po utwory takich wykonawców jak choćby Depeche Mode, David Bowie, Nick Cave, Gerry And The Pacemakers, Duran Duran, ale też poszperali w twórczości swych macierzystych formacji. Gdybym miał typować moich faworytów postawiłbym na „Ordinary World” z repertuaru Duran Duran czy choćby na „Naked & Savage” The Mission. Pięknie też wypada „Another Lonely Day” Bena Harpera, który czaruje pięknym klimatem. Nie dziwię się, że Hussey zdecydował się ponownie sięgnąć po ten utwór. Wersja zamieszczona na „Bare” nie robi aż tak wielkiego wrażenia jak ta z „Curios”. Warto też zwrócić uwagę na utwór „Dangerous Eyes”, który świetnie ożywia atmosferę płyty, będąc taką przeciwwagą dla tych spokojnych i wolnych utworów. W tym także tkwi siła tego albumu, który dobrze dawkuje nastroje, dzięki czemu słuchacz nie czuje znużenia. Najlepiej smakować go wieczorami, bowiem dopiero przy świetle księżyca można docenić te nagrania.

Wyprawę w świat albumu „Curios”, najlepiej rozpocząć bez specjalnych oczekiwań i wymagań. W przeciwnym wypadku możecie się srodze rozczarować. To nieco inna kraina dźwiękowa, bliższa solowego Hussey’a, niż The Mission. Chcąc poznawać ten album, musicie poddać się muzyce. Wejdźcie w ten subtelny świat dźwięków i dajcie mu się oczarować. Kto wie, może nawet zauroczy was ten album, lecz na miłość, aż do grobowej deski bym specjalnie nie liczył.
 
Jakub „Negative” Karczyński
  

7 stycznia 2012

PODSUMOWANIE ROKU 2011

Nadszedł czas by zajrzeć do tej mrocznej szuflady i wytypować najlepsze płyty 2011 roku. Ta coroczna zabawa dostarcza mi mnóstwo radości, ale i sprawia, że komórki mózgowe pracują nad wyraz intensywnie. Wytypowanie poszczególnych miejsc to nie jest prosta sprawa. Jak tu bowiem zmierzyć wartość danej płyty, jak przełożyć dźwięki na język bezdusznej matematyki, no i jakie kryteria ocen ostatecznie przyjąć? Kiedy pokonamy już te trudności, wtedy zaczyna się wielogodzinna nasiadówka, połączona z przesłuchiwaniem płyt i nakreśleniem wersji roboczej naszego podsumowania roku. Po jego sporządzeniu przyglądam mu się i patrzę czy nic już nie budzi mojej wątpliwości. Jeśli takowe się pojawiają, wtedy rozpoczyna się kreślenie i ponowna weryfikacja materiału. Owocem tego procesu jest poniższe TOP10, które to sporządziłem w ostatnich dniach. Wybór jak zwykle skrajnie subiektywny.

NAJLEPSZE ALBUMY 2011 ROKU
 

1. Nightwish "Imaginaerum"
2. Soror Dolorosa "Blind Scenes"
3. Siekiera "Ballady na koniec świata"
4. White Lies "Ritual"
5. Duran Duran "All You Need Is Now"
6. Clan Of Xymox "Darkest Hour"
7. Peter Murphy "Ninth"
8. In The Nursery "Blind Sound"
9. Closterkeller "Bordeaux"
10. Nosferatu "Wonderland"
  
Jakub "Negative" Karczyński
 

1 stycznia 2012

CZAS PODSUMOWAŃ

Rok 2011 definitywnie za nami. Pożegnaliśmy go hucznie na balach sylwestrowych, koncertach, imprezach domowych bądź na we własnych łóżkach. Pora zabierać się za kreślenie podsumowań muzycznych. Pozwolę sobie jeszcze na odrobinę zwłoki, ponieważ nie wszystkie lekcje zostały przeze mnie odrobione. W przeciągu roku ukazuje się tyle różnorodnej muzyki, że nie sposób to wszystko ogarnąć. Mając świadomość, że kilka płyt czeka jeszcze na zakup i przesłuchanie, nie chciałbym tworzyć zbyt pobieżnego i pospiesznego podsumowania. Wśród tych ostatków być może znajdują się jeszcze jakieś perełki. Po zapoznaniu się nimi, będę już mógł z czystym sumieniem, wytypować swoje ulubione mroczno-romantyczne albumy 2011 roku. Póki co, poniżej prezentuję wszystkie płyty jakie udało mi się zdobyć i przesłuchać. Pośród nich znajdują się także płyty koncertowe jak i EP-ki, które nie będą brane pod uwagę w podsumowaniu rocznym, gdyż oceniam tylko premierowe albumy.
 
Kończąc, pozostaje mi życzyć czytelnikom "Czarnych słońc", samych pomyślności oraz mnóstwo muzycznych doznań w 2012 roku. 


Jakub "Negative" Karczyński