22 kwietnia 2021

ANDY CLEGG - WYWIAD

Andy Clegg - archiwum, autor zdjęcia: Jamie Maddox

Życie pisze najciekawsze scenariusze. Przekonałem się o tym osobiście przed kilkunastoma dniami i potwierdzam, że tak faktycznie jest. Mało tego, potrafi ono zaskoczyć nas nie gorzej niż hiszpańska inkwizycja z Monty Phytona. Na szczęście w tym przypadku  było to niezwykle miłe zaskoczenie. Otóż, udało mi się nawiązać kontakt z byłym muzykiem grupy The Chameleons jak i członkiem wielu innych projektów muzycznych jak choćby The Sun And The Moon czy Music for Aborigines. Andy Clegg, bo o nim mowa, zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań jak i udostępnił mi swe zbiory fotograficzne dokumentujące ścieżki jego muzycznej kariery. Jeśli jesteście ciekawi co miał nam do powiedzenia, to serdecznie zapraszam do zapoznania się z poniższym wywiadem.

 

1. Witaj Andy. Jak wygląda Twoje życie podczas pandemii? Tworzysz muzykę, czy skupiasz się na czymś zupełnie innym?

Opuściłem Wielką Brytanię i pojechałem do Stambułu, a po tygodniu nastąpiła pierwsza poważna blokada, więc utknąłem w miejscu, ale zdecydowałem się zostać i podróżować po kraju. Przed lockdownem byłem zajęty tworzeniem własnej muzyki. Instrumentalne utwory stworzone z sampli pod nazwą Byke Schreider, niektóre z nich to także remiksy moich ulubionych artystów Philipa Glassa, Stereolab, Plaid, To Rococo Rot, Carbon Based Lifeforms, Four Tet i innych. Robiłem także remiksy ścieżek dźwiękowych do filmów, "Fahrenheit 911", "Blood Simple", "Powaqqatsi", "Enter the Void" i nie tylko. Do tych utworów dołączone są filmy, które możesz obejrzeć na moim kanale YouTube. Możesz także oglądać filmy z The Sun and the Moon, Weaveworld, Music for Aborigines i KiZiLOK.

https://www.youtube.com/c/KiZiLOKANDYCLEGG/videos

2. Czy masz kontakt z byłymi członkami The Chameleons? Jak wspominasz swój czas w zespole?

Tak, nadal jestem w kontakcie z gitarzystą Dave'em Fieldingiem, obaj graliśmy na albumach Red Sided Garter Snakes. To był projekt perkusisty Chameleons, Johna Levera, który niestety zmarł, gdy pracowaliśmy nad jego trzecim albumem. To była wielka strata dla wszystkich i dla mnie osobiście, ponieważ razem tworzyliśmy nasz pierwszy zespół The Politician, zanim odszedł, aby dołączyć do The Chameleons. Mam wspaniałe wspomnienia z czasów jakie z nim spędziłem, wspólnych tras koncertowych oraz tras z The Chameleons w Europie i USA. Nigdy tak naprawdę nie rozstawaliśmy się na długo, ponieważ był z nami w Music for Aborigines, potem założył The Sun and the Moon, a po rozstaniu byliśmy razem w Weaveworld i Red Sided Garter Snakes. Dave ma nowe piosenki, które niedawno wydał, które można znaleźć na Youtube. Ułożył też coś w rodzaju albumu z pamiątkami Chameleons, zdjęciami, plakatami itp. Zawiera on historię The Chameleons i zespołów z nim powiązanych, w tym The Reegs itp. Nie słyszałem jeszcze o dacie premiery tego wydawnictwa. Miejmy nadzieję, że wkrótce się ukaże.

Muzykę Red Sided Garter Snakes można kupić tutaj:

 https://www.discogs.com/The-Red-sided-Garter-Snakes-Endless-Sea/master/885957

3. Czy masz jakieś interesujące materiały archiwalne, którymi mógłbyś się podzielić z czytelnikami „Czarnych słońc”?

Zamieściłem tyle linków, ile mi przyszło do głowy, nie zapominając o muzyce drugiego gitarzysty The Sun and the Moon, Andy'ego Whitakera, którą zdecydowanie warto sprawdzić, a także o naszej współpracy z zespołem Jacka Sobela, Black Swan Lane. The Sun and the Moon nagrali z Black Swan Lane album zatytułowany „The Sun and the Moon Sessions”.

Zamieszczam link do zakupu muzyki Black Swan Lane:

https://blackswanlane.com/

4. Z czego jesteś najbardziej dumny, gdy spoglądasz wstecz?

Bardzo podobały mi się trasy koncertowe z The Chameleons, bycie ich częścią było dla mnie wyjątkowe. Granie z Johnem w różnych zespołach, dało mi wspaniałe wspomnienia, do których mogę powracać. Andy Whitaker i ja byliśmy przyjaciółmi od czasów szkolnych i to w szkole założyliśmy nasz pierwszy wspólny zespół. Od tamtej pory nigdy się nie rozstawaliśmy. Utwory Music for Aborigines, których możesz posłuchać, również były dla mnie wyjątkowe. Zdarzało się, że wychodziliśmy z pracy, wracaliśmy do jego domu i tworzyliśmy improwizacje, niektóre z nich trafiły na debiutancki album The Sun and the Moon. Utwory takie jak A Matter of Conscience, Dolphin i House on Fire. Mamy długą historię wspólnego tworzenia muzyki.

Album Andy'ego Whitakera Things That Happened On Earth można kupić tutaj;

https://www.amazon.co.uk/Things-That-Happened-Earth-Whitaker/dp/B009MO5JA6?fbclid=IwAR09MNRcWyZlFu0Im78GbxFxbTM8wymc4UWeXDWuTmMxjZ4CdUBxt9Qeu

5. The Chameleons, choć nie należą do pierwszego rzędu grup post punkowych, są jego niezwykle ważną częścią. Mam jednak wrażenie, że nie odnieśli takiego sukcesu, na jaki zasłużyli. Jak myślisz, jaki był tego powód?

Myślę, że istniała dla nich szansa na odniesienie sukcesu, gdyby podążali za tym, czego oczekiwała od nich wytwórnia płytowa, co oznaczało mniejszą kontrolę nad tym, jak chcą się zaprezentować. Nie postrzegali siebie jako przedsięwzięcia komercyjnego. Zależało im na tym, aby mieć jak największą kontrolę nad wyborem piosenek, które powinny zostać wydane itp., i aby Reg stworzył oprawę graficzną. Jeśli wsłuchasz się w tekst utworu Don't Fall, Mark pisze o swoich doświadczeniach z wytwórnią płytową. Osobiście cieszę się, że nie odnieśli sukcesu na listach przebojów. Zamiast tego ich nagrania stały się bardziej wyjątkowe i unikalne dla ludzi, którzy je odkryli. W taki właśnie sposób i ja dotarłem do muzyki, którą lubię. Wyszukiwałem ją samodzielnie ponieważ nie sposób było się na nią natknąć w mainstreamowym radiu.

6. Czy jest jakaś szansa, że  ​​pewnego dnia dostaniemy nową muzykę z logo The Sun And The Moon?

Nie, to dawne dzieje, ale myślę, że jest wystarczająco dużo nowej muzyki do odkrycia, w którą zaangażowani są członkowie The Sun and the Moon i The Chameleons.

Andy Clegg - archiwum, autor zdjęcia: Pete Astles
7. Jakie były Twoje muzyczne inspiracje w przeszłości, a czego słuchasz dziś?

W latach 80. były to XTC, The Chills, The Psychedelic Furs, The Buzzcocks, The Stranglers, Durutti Column, Cocteau Twins, Wire i Colin Newman, Momus. W latach 90-tych Pavement, Dinosaur Jr, Yo La Tengo, Mice Parade, Grandaddy, Sparklehorse, Stereolab, Clinic, Basehead, Orbital. Dziś odkrywam utwory za pośrednictwem Youtube takich artystów jak Sleaford Mods, Tunng, Riff Cohen, Flying Lotus, Jonathan Bree, Unknown Mortal Orchestra, The Earlies, Chelou.

8. Jako The Sun And The Moon nagrałeś jeden album dla Geffen Records. Jaki był powód, dla którego historia zespołu dobiegła końca?

Mogę tylko powiedzieć, że wpływ na to miały różnice w kierunkach muzycznych.

9. Czy jest szansa na wznowienie tego albumu jako CD lub winyl? Jeśli nie, co stoi na przeszkodzie? Pieniądze? Kwestie prawne? A może coś innego?

Problem w tym, że jesteśmy właścicielami piosenek, ale nie tych konkretnych nagrań, a Geffen nie jest zainteresowany jego wznowieniem. Nagraliśmy ponownie cztery utwory z tego albumu i wydaliśmy je na płycie zatytułowanej „Convergence”, ale obecnie jest ona trudno osiągalna ze względu na limitowany nakład.

10. Czy nie myślałeś o wydaniu swojej muzyki przy wsparciu fanów poprzez finansowanie społecznościowe - crowdfunding?

Zrobiłem to przy okazji wydania albumu KiZiLOK „Between the Thought and the Act”, ale poza tym, nie.

11. Przez lata byłeś zaangażowany w takie projekty muzyczne jak The Sun And The Moon, Music For Aborigines, Black Swan Lane, Weaveworld czy Kizilok. Czy planujesz w najbliższej przyszłości tworzyć nową muzykę pod którąś z tych nazw?

Nie, osobiście nie jestem już zainteresowany byciem w zespole, to zbyt duży kłopot, a teraz, gdy dostępne są wszystkie narzędzia do nagrywania, łatwiej jest mi tworzyć i nagrywać własną muzykę. Robię to głównie dla własnej przyjemności, a jeśli komuś podoba się muzyka, to jest to dodatkowa korzyść.

12. Czy mógłbyś polecić jakiś zespół, który Twoim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę?

Mogę polecić świetny album, który warto sprawdzić. Zespół nazywa się Simian, a tytuł albumu to "Chemistry Is What We Are". Jest eklektyczny, elektroniczny i psychodeliczny.

13. Na koniec powiedz nam, który album jest najbliższy Twojemu sercu i dlaczego?

Jeśli masz na myśli albumy, w których powstawanie byłem zaangażowany, byłby to KiZiLOK „Between The Thought and the Act”. Wiele osób zebrało się, aby pomóc nam przy nagrywaniu i wydaniu tej płyty, a to dużo dla mnie znaczyło, jeśli wziąć pod uwagę tematykę piosenek jaką w nich poruszaliśmy. 

Jeśli chodzi o ulubioną płytę zespołu, którego byłem fanem, byłby to „Submarine Bells” The Chills. Każdy utwór jest tu arcydziełem jeśli chodzi o pisanie i tworzenie muzyki pop.

14. Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas. Czy chciałbyś powiedzieć coś swoim fanom w Polsce?

Nie ma za co. Dziękuję za zaproszenie. Jeśli któryś z Twoich czytelników jest zainteresowany słuchaniem muzyki The Sun and the Moon, dostępnych jest 7 albumów, w tym koncerty na żywo, koncerty akustyczne, niewydane piosenki, wywiady, dema studyjne i sesje radiowe. Są dostępne w serwisie eBay i Bandcamp, a tutaj jest link do Discogs:

 https://www.discogs.com/seller/TSATM/profile

 

Jakub Karczyński

12 kwietnia 2021

JĘZYKOWE WATERLOO


Mama zawsze mi powtarzała, żebym słuchał starszych więc od niemal trzydziestu lat trzymam się tej rady. Zaczęło się od zespołu Queen, a potem lawiny tej nie dało się już zatrzymać. Gdy spoglądam wstecz nie przypominam sobie bym na jakimś etapie swego życia poświęcał większą uwagę moim rówieśnikom, nie mówiąc już o młodszych wykonawcach. Być może podświadomie czułem, że tylko ktoś starszy, mądrzejszy może opowiedzieć mi o świecie rzeczy jakich jeszcze nie wiem. Może w tym tkwi cały szkopuł, że biorąc do ręki płytę jakiegoś młodziaka nie odczuwam żadnej więzi emocjonalnej bo trudno mi identyfikować się z tym o czymś śpiewa. Zresztą doszedłem ostatnio do wniosku, że polska muzyka przestała dostarczać już utwory, które mogłyby być istotne dla kilku pokoleń słuchaczy. Sytuacja jaka zaistniała w latach osiemdziesiątych jest już dziś nie do powtórzenia. Każdy kto choć pobieżnie interesuje się muzyką kojarzy takie grupy jak Maanam, Kult, T. Love, Perfect, Lady Pank czy Republika. Dziś nie potrafiłbym wskazać nikogo kto byłby w stanie wywrzeć taki wpływ na społeczeństwo jakie miały te grupy. Wiem, że obecnie świat jest w zupełnie innym miejscu, ale przecież w muzyce wciąż chodzi o to samo. O dobrą melodię i taki sam tekst. Jeśli jeszcze z melodiami jakoś tam sobie radzimy, to z tekstami jest już dużo gorzej. Odnoszę wrażenie, że dla wielu wykonawców tekst służy wyłącznie wypełnianiu wolnej przestrzeni. Często też twórcy chowają się za językiem angielskim tłumacząc to tym, że chcą dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Taki zabieg sprawia jednak, że na gruncie polskim utwór taki nie ma najmniejszych szans na odpowiednie zakotwiczenie się w głowie masowego słuchacza. Ile znacie utworów rodzimych twórców w języku angielskim, które odniosły sukces na naszym gruncie?  I nie mam tu na myśli chwilowej popularności lecz trwały ślad w historii polskiej fonografii. Ja znam tylko jeden taki przypadek, a był to utwór "Son Of The Blue Sky" Wilków. Cały zaś istotny dorobek naszej fonografii zbudowany został na słowie polskim, które to choć wymaga większych nakładów sił, daje się pięknie obrobić o czym zaświadczają choćby teksty Grzegorza Ciechowskiego. W latach sześćdziesiątych Niebiesko Czarni rzucili hasło Polska młodzież śpiewa polskie piosenki. Pomimo upływu lat wciąż jestem w stanie się pod nim podpisać. Dodałbym tylko by były to dobre piosenki a teksty miały w sobie jakąś głębię emocjonalną. Niestety duża ich część jest o niczym lub o sprawach kompletnie mnie nieinteresujących. Chyba przyjdzie nam jeszcze poczekać nim znów wstąpimy na wyżyny słowotwórstwa, a pióra zaczną rodzić frazy godne tego by nazwać je poezją. Nie ustawajmy jednak w próbach bo język polski ma nam do zaoferowaniu o wiele więcej niż by się wydawało.


Jakub Karczyński

05 kwietnia 2021

SKARBY BENELUXU


W ostatnim czasie przemierzam mnóstwo nowych, muzycznych szlaków, które prowadzą mnie do miejsc, w których jeszcze nie bywałem. Za przewodnika mam stare numery MI oraz podpowiedzi jakie otrzymuję od YouTube. Tym sposobem dotarłem do Holandii, która na gruncie muzycznym kojarzyła mi się wyłącznie z grupą Clan Of Xymox. Okazuje się jednak, że nie tylko Anglia ma monopol na świetne grupy z kręgu post punk. Jakiś czas temu zakupiłem sobie składankę z nagraniami The Ex i próbuję wgryźć się w ten materiał, ale póki co jakoś nie zapałałem żywszym uczuciem do tej grupy. Płyta "30", o której mowa to składanka podsumowująca trzydzieści lat działalności grupy i obejmująca nieco ponad trzydzieści nagrań. Z ręką na sercu przyznaję, że nie zapoznałem się jeszcze z całością tego materiału więc liczę na to, że mnie jeszcze czymś zaskoczy. Oby in plus. 

Dużo większe wrażenie wywarł na mnie zespół The Names, pochodzący z Belgii, który to choć zaczynał w podobnym czasie co The Ex ma dużo skromniejszą dyskografię. Zestawiając ją z dorobkiem The Ex można by rzec, że jest wręcz uboga. W latach osiemdziesiątych wydali tylko jedną płytę zatytułowaną "Swimming" (1982). Na kolejne trzeba było poczekać prawie trzydzieści lat, ale jak pokazuje przykład płyty "Stranger Than You" (2015), warto było uzbroić się w cierpliwość. Muzyka The Names powinna spodobać  się miłośnikom jakiej oddajemy pokłon na łamach "Czarnych słońc". Jeśli więc macie wytatuowane serca takimi nazwami jak Joy Division, The Cure, The Smiths czy The Chameleons to śmiało możecie zanurzyć się w świat dźwięków wykreowanych przez The Names.


Gdy tak przemierzałem sobie muzyczne autostrady Beneluxu w pewnym momencie nawigacja wytyczyła mi nowy cel. Zaakceptowałem go w ciemno nie namyślając się zbyt długo. Wszakże podróże w nieznane kształtują człowieka najbardziej. Tym sposobem znów przyszło mi wrócić do Holandii. Tam to bowiem w latach osiemdziesiątych powstało coś bliskie temu co robili The Wolfgang Press. Taka baza skojarzeń przynajmniej odblokowała mi się w głowie, gdy po raz pierwszy wysłuchałem zawartości płyty Sammie America's Mam. Ten beztytułowy album pozostaje jedynym fizycznym dowodem na istnienie tej grupy. Niewiele o niej wiadomo ponad to, że wywodziła się z Tillburga i zanim ukonstytuowała się pod tą nazwą funkcjonowała jako Sammy America Gasphetti. Pozostawiła po sobie jeden mini album zatytułowany "Affanno D'Amore" (1981), którego można posłuchać za pośrednictwem YouTube albo zdobyć go na płycie winylowej. Niestety kłopoty wokalne położyły kres działalności zespołu stąd też po zmianie wokalisty, którym został Pieter Bon, grupa powróciła na rynek pod nowym szyldem. 

Muszę przyznać, że niesamowicie nakręciłem się na odkrywanie tych nowych, muzycznych lądów. Jak się okazuje jest cała szeroka baza zespołów z lat osiemdziesiątych, które niesłusznie zepchnięto na margines historii. Jak mniemam przyczyną takiego stanu rzeczy jest położenie geograficzne. Dominacja brytyjskich zespołów skutecznie odwróciła uwagę od muzycznych zjawisk Starego Kontynentu przez co popadły one w zapomnienie. "Czarne słońca" nie dadzą jednak odejść im w niebyt. Możecie być pewni, że jeszcze nie raz spotkacie tu zespoły, których muzyka zadziwi, zauroczy, a może i wprawi Was w podziw. Pozostańcie więc na nasłuchu.

 Jakub Karczyński