25 marca 2014

EPIDEMIA GWIZDANIA


Są takie utwory, które oplatają człowieka siecią zniewalających dźwięków i nie pozwalają od siebie uciec. Jeśli to muzyka w naszym guście, wtedy oddajemy się jej bez reszty, słuchając raz za razem. Gorzej gdy jesteśmy do tego przymuszani przez stacje radiowe, które uparcie promują jakiś przebój i chcąc nie chcąc nucimy go przez cały dzień, tydzień lub nie daj boże miesiąc. Ostatnio łapię się na tym, że permanentnie chce mi się gwizdać. Wszystko to za sprawą ... 



Przerywamy ten wpis, aby podać najświeższe informacje.

Policja poszukuje pary niebezpiecznych przestępców: Alison Elizabeth Margaret Goldfrapp (ur. 13.05.1966) oraz Willa Gregory'ego (ur. 17.09.1959). Znani szerzej jako brytyjski zespół Goldfrapp. Jeżeli ktoś zna ich miejsce aktualnego pobytu, proszony jest o kontakt z najbliższą jednostką policji. Poszukiwania tej pary, mają związek z wyprodukowaniem przez nich broni masowego rażenia, o kryptonimie "Lovely Head". Ta z pozoru niewinna piosenka, infekuje mózg i zmusza ofiary do gwizdania. Kolejnym etapem rozwoju tej choroby, jest poszukiwanie płyty zawierającego owo nagranie. Jak poinformowała nas miejscowa policja, tego typu próby wpływania na ludzi są surowo zabronione.  Pomimo że wyprodukowany utwór ma już czternaście lat, nadal infekuje i zaraża kolejne jednostki. Wszyscy, którzy jeszcze nie zachorowali proszeni są o wyłączenie radia oraz Internetu, aby zminimalizować zagrożenie infekcją. Poproszono też wszystkie sklepy, mające w swym asortymencie album "Felt Mountain" (2000), o natychmiastowe wycofanie go ze sprzedaży oraz jego utylizację. Na chwilę obecną trudno określić rozmiar epidemii, ale w kolejnych serwisach postaramy się przekazać państwu takowe informacje.  

Jakub Karczyński

19 marca 2014

CLAN OF XYMOX - A MATTERS OF MIND, BODY AND SOUL (2014)


Clan Of Xymox to grupa penetrująca melancholijne obszary muzyki elektronicznej, choć nie stroni też od klimatów bardziej tanecznych. Te dwa odrębne światy to struktury dość trudne do połączenia. Wielokrotnie przekonywaliśmy się, że wpływało to niekorzystnie na spójność kolejnych płyt. Być może zauważył to w końcu także Ronny Moorings, co zaowocowało niezwykle mrocznym i klimatycznym albumem. Czynione wcześniej zapowiedzi odnośnie melancholijnego oblicza grupy, na szczęście znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. I tak oto w dniu zakochanych, otrzymaliśmy czternasty rozdział w historii grupy Clan Of Xymox. 

Wszyscy, którzy uważnie przypatrują się poczynaniom tej holenderskiej formacji, wiedzą, że karty rozdaje tu jedna osoba. Mowa rzecz jasna o postaci lidera. Bez Ronny'ego Mooringsa Clan Of Xymox automatycznie traci rację bytu. To on kształtował i prowadził ten okręt na przestrzeni kolejnych lat. Pomimo trudności, łajba oparła się licznym sztormom i zawirowaniom. Dwadzieścia dziewięć lat po wydaniu debiutu, kapitan postanowił sięgnąć po talię kart z tamtego okresu. Po ich rozdaniu okazało się, że w jego ręku nie brak ani asów ani króli. Przyznam szczerze, że na taki rozwój wypadków czekałem od wielu lat. Płyta "A Matters Of Mind, Body And Soul" czaruje klimatem, przebojowymi melodiami i sądzę, że ma szansę przywrócić wiarę tym, którzy ją już utracili. Jak widać, a raczej słychać, Clan Of Xymox wciąż ma coś do powiedzenia. Pomimo oszczędnych środków, udało stworzyć się muzykę na naprawdę wysokim poziomie. "Mniej znaczy więcej". To słowa, które wypowiedział Ludwig Mies van der Rohe i doskonale pasują do wspomnianej sytuacji. Czasami nadmiar przesłania piękno ukryte gdzieś w gąszczu. Artysta powinien umieć je odsłonić, pozbyć się zbędnych elementów by nie zakłócały odbioru dzieła. 

Muzyka zawarta na tym albumie świetnie sprawdzi się jesienią, ale i wiosną nie brak pochmurnych dni. Aż nie śmiem wskazywać tu najlepszych utworów, bo wszystkie zasługują na wyróżnienie. To naprawdę rzadka sytuacja, abym nie miał uwag czy zastrzeżeń do płyty z logiem Clan Of Xymox. W ostatnich latach zawsze dwa lub trzy nagrania psuły efekt całości. Tym razem jest inaczej. Jak widać nie warto tracić wiary, bo po gorszych dniach, nadchodzą i te lepsze. Wsłuchajcie się uważnie w tę płytę i poczujcie ten specyficzny klimat, tak charakterystyczny dla twórczości Clan Of Xymox. Przy okazji pragnę podzielić się refleksją jaka naszła mnie podczas słuchania utworu The Climat Changed. Jak można zorientować się po tytule, porusza on temat zmian klimatycznych. Zanikanie pór roku, coraz bardziej nieprzewidywalna pogoda to rzeczy, których doświadczamy w ostatnim czasie. Jest to efekt działalności człowieka, który dążąc do maksymalizacji zysków, nie liczy się z naturą. Ona jednak przypomina o sobie za pomocą huraganów, powodzi i trzęsień ziemi. To jej obrona i odpowiedź na te działania. Ta dość apokaliptyczna wizja, skojarzyła mi się z innym utworem zespołu osiadłego w Holandii. Grupa The Legendary Pink Dots, ma w swym dorobku nagranie Waiting For The Cloud, w którym to bohaterowie czekają na nadejście nuklearnej chmury. Gdy zestawimy ze sobą oba te utwory, otrzymamy scenariusz katastrofy w elektrowni jądrowej Fukushima I. Brakowało tylko radioaktywnej chmury, aby wizja wypełniła się w stu procentach. Niepokój i strach znany z Czarnobyla jednak powrócił i przypomniał o konsekwencjach naszych działań. Poza tak ponurymi wizjami, są też i rzeczy o miłości, choć niekoniecznie rozpatrywanej przez pryzmat dnia zakochanych. Wiadomo jak to w życiu bywa. Nic nie jest czarne, ani białe. Poruszamy się raczej w odcieniach różnych kolorów, starając się wybrać te najjaśniejsze.

Zachęcam do zapoznania się z albumem "A Matters Of Mind, Body And Soul" wszystkich tych, którzy cenią sobie melancholijne oblicze Clan Of Xymox. Nareszcie otrzymaliśmy album, którego słuchanie dostarcza mnóstwo przyjemności. Spokojnie można odłożyć pilota, bowiem brak tutaj ewidentnych gniotów. Usiądźcie wygodnie w fotelu, załóżcie słuchawki i rozkoszujcie się tymi dźwiękami. Tak dobrego albumu Clan Of Xymox nie nagrał od wielu lat. Wiem, że mamy dopiero marzec, ale z pełną świadomością typuję ten album do miana płyty roku. Czy potrzeba jeszcze jakiejś rekomendacji?

Jakub Karczyński

16 marca 2014

KOMPLEKS KASANDRY


Wiosenna aura rozprysnęła się niczym mydlana bańka. Po niebie przetaczają się stalowe chmury, a deszcz zacina niesiony porywistym wiatrem. A przecież jeszcze kilka dni temu nic nie zapowiadało tak drastycznej zmiany. Nie dalej jak w środę, przemierzałem miasto w towarzystwie mego znajomego. Nurzaliśmy się w kulturze, upajając się atmosferą antykwariatów, księgarń i sklepów płytowych. Piękna pogoda była dopełnieniem tegoż dnia, choć zimny wiatr nie pozwalał zapomnieć, że wciąż mamy marzec. W jednym z antykwariatów natrafiłem na książkę "Długa noc zimowa" Elizabeth Hand. Przeczytawszy jej opis, zapragnąłem zagłębić się w tym post apokaliptycznym świecie, rodem z filmów "Mad Max" czy "Hardware". Niestety, jej stan był raczej nieciekawy, więc utrwaliwszy sobie tytuł, postanowiłem upolować ją w Internecie. W międzyczasie obeszliśmy jeszcze kilka innych antykwariatów, ale w żadnym z nich nie uświadczyłem tej pozycji. Nie natrafiłem też na nic, co zapragnąłbym zabrać ze sobą do domu. Cóż, nawet najlepsi myśliwi wracają czasem z polowania z pustymi rękoma. W ramach pocieszenia, nabyłem pierwszy, solowy album lidera Ultravox, na który ostrzyłem sobie zęby od dłuższego czasu. Używany, ale za to w doskonałym stanie. Nie to jednak zrobiło na mnie największe wrażenie. Kiedy już nasze polowanie zmierzało ku końcowi, postanowiłem pokazać znajomemu sklep płytowy w okolicach poznańskiego rynku. Zajrzeliśmy więc do "Frippa", gdzie muzyka klasyczna, jazz, ethno i alternatywa podają sobie zgodnie ręce. Po przekroczeniu progu, Adam zwrócił uwagę na analogi, które zgromadzono na dwóch półkach. Nie spodziewając się znaleźć tam nic w moim klimacie, zacząłem wertować je od niechcenia. Gdy już miałem dać sobie spokój, mój wzrok przykuł napis na grzbiecie winyla. Cassandra Complex.


W pierwszym momencie mnie zamurowało. Chwilę później emocje wezbrały na sile. Przede mną oto stał album "The War Against Sleep" (1992), którego zdobycie wymaga nieco zachodu. Mało tego, kilka płyt dalej, natknąłem się na kolejny album tej formacji - "Cyberpunx" (1990). Oba w bardzo przystępnych cenach. Jako że grupa znana mi była zaledwie z kilku utworów, dałem sobie dzień na zapoznanie się z ich muzyką, zanim podjąłem decyzję o nabyciu owych winyli. Podczas rozmowy ze sprzedawcą, okazało się, że to ostatnie egzemplarze jakimi dysponują. Nie mieli ich już nawet w ofercie swego sklepu internetowego. I pomyśleć, że gdyby nie czujność mego towarzysza, płyty grupy Cassandra Complex, wciąż byłyby tylko nierealnym marzeniem. Na szczęście stało się inaczej, za co składam mu serdeczne podziękowania.

Jakub Karczyński

6 marca 2014

POWIEW MELANCHOLII


Nie przypuszczałem, że nowy album Clan Of Xymox trafi w moje ręce już po trzech tygodniach od wyznaczonej premiery. Byłem raczej skłonny sądzić, że jego zdobycie wiązać się będzie z poszukiwaniem go poza granicami naszego kraju. Sprawdzając ofertę polskich sklepów internetowych, nie żywiłem nadziei, że ujrzę tam ową płytę. Ku memu zaskoczeniu, natrafiłem na nią już po tygodniu, ale jej cena była wręcz zaporowa. Pomimo mojego wielkiego oddania dla grupy Clan Of Xymox, wydatek rzędu 90 zł, skutecznie ostudził mój zapał. Pomyślałem sobie: "Nie bądź głupi i poczekaj chwilę". Głos rozsądku jak zwykle nie współgrał z podszeptami serca, ale tym razem postanowiłem powściągnąć emocje. Czy żałuję? Absolutnie nie. Nie minęło wiele czasu, a firma Mystic Production podjęła się dystrybucji "Matters Of Mind, Body And Soul" na polskim rynku. Na szczęście odbiło się to również na cenie, która nie nadwyręża nadmiernie naszego portfela. Nie zastanawiałem się ani chwili. Zamówiłem sobie ten album i po kilku dniach oczekiwania, wreszcie trafił do mojego odtwarzacza. Z zapowiedzi czynionych przed premierą wynikało, że płyta ma być bardziej nastrojowa i romantyczna. Wydanie jej w dniu zakochanych też nie było bez znaczenia. Często jednak bywa tak, że zapowiedzi swoje, a życie swoje. Nauczony tym doświadczeniem, raczej spokojnie wyczekiwałem tej premiery. Znając dyskotekowe ciągoty Ronny'ego Moorings'a wolałem powściągnąć emocje, niż doznać rozczarowania. Po pierwszym przesłuchaniu muszę powiedzieć, że to najbardziej spójny album od wielu lat. Nie ma tu miejsca na tak zwaną "niemiecką dyskotekę". Sporo tu długich, nastrojowych kompozycji, w które warto się wsłuchać, bo to taki album na kilkanaście wieczorów. Myślę, że dobrze będzie się go słuchało w pochmurne dni, gdy słońce schowane za  stalowymi chmurami stworzy nam odpowiedni klimat. Gdy już zapoznam się z tymi dźwiękami, na pewno podzielę się wrażeniami z czytelnikami Czarnych słońc. Tymczasem pora na trzeci odsłuch, więc kłaniam się w pas.

Jakub Karczyński