24 kwietnia 2012

TIAMAT ZAPOWIADA NOWY ALBUM


Grupa Tiamat jest właśnie w trakcie nagrywania nowego albumu, zatytułowanego "The Scarred People". Rejestracja odbywa się w studiu Woodhouse w Hagen, pod okiem realizatora Siggi'ego Bemm'a. Dziesiąta w dyskografii Szwedów płyta, ma się pojawić w październiku tego roku, dzięki wytwórni Napalm Records. Więcej informacji odnośnie płyty, grupa ujawni w najbliższych tygodniach.

Jakub "Negative" Karczyński

21 kwietnia 2012

PRZESŁUCHANIE 06

Jakoś niezbyt dobrze rozpoczął się dla mnie ten muzyczny rok. Wszystko na co czekałem z wypiekami na twarzy, przyniosło mi zawód lub rozczarowanie. Oby tylko nie okazało się to złą wróżbą na resztę roku. Zacznijmy jednak od początku.

ANATHEMA "WEATHER SYSTEMS" (2012)


Najważniejszą premierą tego roku, była dla mnie Anathema. Po wyśmienitym albumie "We're Here Because We're Here" moje oczekiwania w stosunku do następcy wzrosły niesamowicie. To właśnie w "Weather Systems" upatrywałem potencjalnego kandydata na płytę roku. Niestety, po przesłuchaniu materiału już wiem, że tron przypadnie komuś innemu. Nowa płyta nie jest pozycją słabą, ona po prostu nie wytrzymuje konkurencji ze swą poprzedniczką. Nie brak tu pięknych utworów, ale nie mają one w sobie tej siły co choćby Dreaming Light, Everything czy Angels Walk Among Us. Największym mankamentem tej płyty jest brak przebojowości i zapadających w pamięć melodii. Albumu słucha się bardzo miło, ale od Anathemy wymagam już dziś czegoś więcej. Kto wie, może zbyt wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, a może to moje oczekiwania były zbyt wygórowane? Jakkolwiek nie brzmi odpowiedź, faktem jest, że tym razem skok nie do końca się udał.

ocena: 7/10


KILLING JOKE "MMXII" (2012)


Na płyty sygnowane logiem Killing Joke zawsze czekam z niecierpliwością. Ogromnie ucieszyła mnie informacja, że po dwóch latach od premiery "Absolute Dissent", grupa planuje wydać nowy album. Oczekiwaniu towarzyszyła nadzieja na kolejne świetne nagrania. Niestety, chyba tak jak w przypadku Anathemy, przeszacowałem troszkę możliwości Killing Joke. Nowa płyta nie oferuje mi ani takich zastrzyków emocjonalnych, ani tak świetnych melodii, jak choćby płyty pokroju "Night Time", "Pandemonium" czy "Democracy". Nie skreślajmy jednak "MMXII", bo i ona zawiera kilka fajnych kompozycji jak choćby Pole Shift ze wspaniałą rolą klawiszy, skandowany Fema Camp czy singlowy In Cythera. Reszta albumu jest solidna, choć od takich gigantów jak Killing Joke, wymagam nieco więcej. Zdecydowanie na plus zaliczyć należy świetną produkcję z czystym i czytelnym brzmieniem. "Absolute Dissent" w tej kwestii wypadał dość surowo. Wiem, że dla niektórych to zaleta, ale mnie bardziej odpowiada klarowniejsze brzmienie. Szkoda, że za realizacją nie poszły równie wspaniałe utwory, choć zgrzeszyłbym gdybym powiedział o "MMXII", że to słaba płyta. Oni po prostu mają w swym dorobku kilka lepszych, a jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia.

ocena: 7/10

Jakub "Negative" Karczyński

15 kwietnia 2012

ULTRAVOX - REAKTYWACJA


Dobra informacja dla wszystkich fanów nowego romantyzmu. W swym najsłynniejszym składzie, na rynek powraca grupa Ultravox. Od ukazania się ich ostatniej studyjnej płyty minęło już 28 lat, lecz jak widać ich historia jeszcze nie dobiegła końca. Na 28 maja 2012 roku, EMI zapowiada wydanie premierowego materiału zatytułowanego "Brilliant". Data ukazania się płyty zapewne nie jest przypadkowa. Na albumie znajdzie się dwanaście nowych utworów, których twórcami są: Midge Ure, Billy Currie, Chris Cross i Warren Cann. Znana jest już także lista utworów, która przedstawia się następująco:

     01. Live Again
     02. Flow
     03. Brilliant
     04. The Change
     05. Rise
     06. Remembering
     07. Hello
     08. This One
     09. Fall
     10. Let it Lie
     11. Satellite
     12. Contact
 
Po wydaniu płyty grupa planuje wyruszyć w trasę koncertową po Europie. Czy dotrą do Polski? Tego jeszcze nie wiadomo, ale trzymam za to mocno kciuki.
 
Jakub "Negative" Karczyński

13 kwietnia 2012

NEW MODEL ARMY "TODAY IS A GOOD DAY" (2009)


Wiosenne słońce bywa niezwykle inspirujące. Wraz z jego pierwszymi promieniami, budzi się też w człowieku jakaś taka pierwotna natura. Wraca wtedy chęć obcowania z przyrodą, cieszy figlarny wiatr, a deszcz niesie ze sobą nadzieję na wiosenną eksplozję  kolorów. Z tej też przyczyny, o tej porze roku, niezwykle smakuje mi muzyka o nieco folkowym charakterze. Jednym z takich ożywczych duchów jest dla mnie grupa New Model Army, której twórczość doskonale komponuje się z pogodą za oknem.

W tym roku płytą sygnującą nadejście cieplejszych dni, jest ostatni album w dyskografii Brytyjczyków. „Today Is A Good Day” (2009) w mojej ocenie, jest jeszcze bardziej udanym albumem, niż poprzedzający go „High” z 2007 roku. Przede wszystkim, więcej tu naprawdę pięknych i wpadających w ucho melodii, których nieco brakowało na poprzedniej płycie. Już pierwszy utwór nie pozostawia wątpliwości, że New Model Army nabrało wiatru w żagle i pokazuje nam się z jak najlepszej strony. Dynamiczne i mocne otwarcie, to tylko przedsmak emocji jakie na nas czekają. W kolejce już ustawia przepiękny Autumn z jakże sarkastycznym refrenem: „i wszystko jest piękne, ponieważ wszystko umiera”. Brzmi to niemal jak wers z piosenki Where The Wild Roses Grow Nick’a Cave’a: „wszystko co piękne musi umrzeć”, choć New Model Army uderzają w bardziej pogodne nuty. Gdy dołącza do tego chór, robi się wręcz sielankowo. Urzekająco brzmi również utwór Ocean Rising, choć opowieść snuta przez Justina Sullivan’a jest dość niepokojąca. Nie jest to jednak premierowa kompozycja. Pojawiła się już ona na solowej płycie Sullivan’a zatytułowanej „Navigating By The Stars” (2003) i wydaje mi się, że to właśnie tam, zabrzmiała najbardziej przekonująco i przejmująco. Wersja z „Today Is A Good Day” tylko nieznacznie jej ustępuje. Warto także zwrócić uwagę na tę dynamiczniejszą część płyty. Tutaj niepodzielnie rządzą wspomniany już utwór tytułowy, States Radio oraz niezwykle śpiewny Arm Yourselves And Run.  Każdy z nich to osobna historia, każdy dostarcza niesamowitych emocji i energii tak przecież pożądanej wiosną. Na koniec zostawiłem sobie utwór, którego refren wrył mi się tak głęboko w pamięć, że nuciłem go o różnej porze dnia i nocy. Mowa o utworze La Push, będącym chyba najbardziej przebojowym akcentem obok Arm Yourselves And Run. To właśnie te dwa utwory powinny wieńczyć ten album. Następujące po nich  Bad Harvest oraz  North Star nie mają już takiej siły i na tle reszty albumu wypadają wręcz blado. 

Płyta „Today Is A Good Day” przywraca New Model Army odpowiedni status oraz pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość. Z niecierpliwością wyglądam już kolejnego albumu.  Miejmy nadzieję, że nie każą nam na niego zbyt długo czekać, bowiem nikt niej jest w stanie oddać ducha walki, tęsknoty i zadumy tak jak robi to New Model Army. Za to przecież ich kochamy i trwamy wiernie przy ich boku.
 
Jakub „Negative” Karczyński
 

4 kwietnia 2012

TROPICIEL JESIENNYCH DŹWIĘKÓW

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
Leopold Staff "Deszcz jesienny"



Pomimo że w kalendarzu wiosna, moje poszukiwania muzyki jesiennej nie ustają. Właśnie do moich rąk trafiło kilka wspaniałych płyt, które to wymieniają się w odtwarzaczu. Jedną z nich jest płyta Davida Sylviana "Secrets Of The Beehive" (1987). Poszukiwałem tego albumu od chwili, gdy w programie "Nawiedzone Studio" wyemitowano utwór Forbidden Colours. Zrobił on na mnie na tyle duże wrażenie, że postanowiłem przyjrzeć się twórczości tego pana. Płyty, które trafiły do mych rąk trochę ostudziły ten zapał, choć zawsze zawierały jedną piosenkę, która przykuwała uwagę. Tropiąc utwór Forbidden Colours okazało się, że remasterowana wersja albumu "Secrets Of The Beehive" została pozbawiona tegoż nagrania. Zastąpiło je Promise (The Cult Of Eurydice), które już nie miało tego uroku. Pozostało zdobyć wersję pierwotną tego albumu. Poszukiwania trwały dobry rok, raz bardziej, raz mniej intensywnie. Dopiero pod koniec marca udało się zdobyć tę płytę i to za niewielkie pieniądze. Muzyka na niej zawarta na pewno lepiej będzie smakowała w ponure, jesienne dni czy też długie księżycowe noce. Nie odważyłbym się nastawiać jej w piękny, słoneczny dzień, bo te kilka nut sprawia, że liście opadają z drzew, a kolory samoistnie zanikają.

 
Zdecydowanie bardziej optymistycznie prezentuje się grupa Flesh For Lulu z albumem "Plastic Fantastic" (1989). Odkryłem ten zespół przez zupełny przypadek przesłuchując ich wcześniejszy album w sklepie płytowym. Była to płyta "Big Fun City" (1985) wraz z dograną EP-ką "Blue Sisters Swing". Muzyka na niej zawarta na tyle mi się spodobała, że postanowiłem ją zakupić. Trudno określić gatunek muzyki jaki wykonywali Flesh For Lulu. Pobrzmiewają tam echa muzyki punk wymieszanej z wczesnym, surowym gotykiem, a przyprawione jest to melodiami charakterystycznymi dla rockowej alternatywy. Mieszanka iście wybuchowa, ale o dziwo wszystko pięknie się zazębia. Nie brak w ich dorobku przebojowych i pięknych utworów. Przykładem może być album "Plastic Fantastic", który powinien spodobać się miłośnikom grania spod znaku Echo & Bunnymen czy Gene Loves Jezabel. O ile te dwa zespoły są jeszcze w naszym kraju dość znane, o tyle o Flesh For Lulu słyszeli tylko nieliczni. Warto zmienić ten stan rzeczy, bo pięknej muzyki nigdy dość.

Jakub "Negative" Karczyński