29 listopada 2011

W OGRODZIE LISIEGO KRÓLA

Piękny słoneczny dzień za oknem to widok dość niespotykany o tej porze roku. Właściwie ma się wrażenie, że zaraz nastąpi kalendarzowa wiosna, a drzewa znów pokryją się piękną, świeżą zielenią. W oczekiwaniu na ten czas, zaparzyłem sobie herbatę z owoców leśnych i delektuję się jej smakiem. Muzyka dopełnia chwilę leniwego poranka i wprowadza na właściwe tory. Wszystko biegnie swoim niespiesznym tempem i można odnieść wrażenie, że ktoś włączył właśnie tryb 'slow motion'. 

 
W związku z tym określeniem, przypomniał mi się album "Systems Of Romance" grupy Ultravox, który rozpoczyna tak samo zatytułowane nagranie. Była to ostatnia płyta, gdzie za partie wokalne odpowiadał John Foxx. W następnych latach stanowisko przejął charyzmatyczny Midge Ure, a sam Foxx wybrał ścieżkę kariery solowej. Warto prześledzić jej koleje bo i tam kryją się nie mniej fascynujące rzeczy, jak choćby album "The Garden" (1981). Jest to pozycja obowiązkowa dla wszelkiej maści romantyków, zakochanych w dźwiękach muzyki syntezatorowej. Polecam szczególnie nagrania Europe After Rain czy Systems Of Romance, które to nie ustępują w niczym twórczości macierzystej formacji Foxxa. Zdobycie płyty poprzez tradycyjne sklepy może nie być łatwym zadaniem, niemniej polecam prześledzić ofertę serwisów aukcyjnych. Swój egzemplarz zdobyłem właśnie za ich pośrednictwem i to za dość przyzwoite pieniądze. Cieszy mnie to, że w końcu mogę zastąpić wysłużoną przegrywkę, oryginalnym albumem z przepiękną okładką. Taka to już fanaberia kolekcjonera.

Jakub "Negative" Karczyński

25 listopada 2011

NOWOROMANTYCZNE WSPOMNIENIA

Jako miłośnik muzyki lat osiemdziesiątych z ogromną przyjemnością sięgam po zespoły związane z nurtem new romantic. Ileż pięknych melodii, ileż wzruszeń, które trudno wyrzucić z pamięci. Dziś w drodze do pracy słuchałem ostatniej płyty Duran Duran ("All You Need Is Now" [2011]). Cieszy  fakt, że w końcu udało im się zażegnać kryzys twórczy i wrócić na właściwe tory. Kolejnej szansy od losu już by nie dostali. Sami zresztą mówili, że jeśli ten krążek nie odniesie sukcesu, to definitywnie rozwiążą zespół. Nie wiem jak przedstawia się sprzedaż na świecie, ale liczę na to, że jest ona na tyle zadowalająca, że podniesie na duchu grupę Duran Duran. Jest nawet szansa na zobaczenie zespołu w tym roku w Poznaniu. Nie ma jeszcze co prawda oficjalnych informacji, ale przecieki donoszą, że trwają rozmowy z Duran Duran nad ich występem podczas obchodów Sylwestra w Poznaniu. Mieliby wystąpić razem z inną legendą lat osiemdziesiątych, grupą Orchestral Manoeuvers In The Dark ( w skrócie OMD). 
Swoją drogą, razem z odrodzeniem Duran Duran, do życia wróciła także grupa Alphaville z równie udaną płytą "Catching Rays On Giant" (2010). Gdyby zebrać te trzy zespoły na jednej scenie, to tegoroczny Sylwester byłyby wręcz wspaniały. To zapewne nie tylko moje marzenie, ale także tych, którzy wychowali się na tych dźwiękach oraz audycjach Tomka Beksińskiego. Co ciekawe, już jutro będziemy świętować kolejne urodziny Tomka. Szkoda, że nie ma go już z nami, bo tylko on potrafił mówić tak barwnie o muzyce. Ciekawe jakie płyty dziś by nam polecił, czym by się ekscytował, a co budziłoby jego niechęć? Tego niestety nie dowiemy się już nigdy. Sto lat Nosferatu, sto lat. Gdziekolwiek jesteś.

Jakub "Negative" Karczyński

24 listopada 2011

ANATHEMA W POLSCE


W kwietniu, na dwa koncerty przyjedzie do nas grupa Anathema. Towarzyszyć będzie jej grupa Amplifire, która poprzedzi występy Brytyjczyków. Pierwszy koncert odbędzie się 21 kwietnia 2012 r. w Krakowie, a dzień później Anathema pojawi się w stolicy Wielkopolski - Poznaniu. Bilety są już w sprzedaży! Do 31 marca kosztują 99 zł, a po tym terminie cena wzrośnie do 110 zł.

Co ciekawe, na 16 kwietnia zapowiadany jest też nowy album, następca "We're Here Because We're Here" z 2010 roku. Płyta nie ma jeszcze tytułu, niemniej trzymam kciuki, aby była tak udana jak jej poprzedniczka. 

Jakub "Negative" Karczyński

17 listopada 2011

BALLADY NA KONIEC ŚWIATA

Co za informacja! Po 25 latach przerwy, na scenę powraca legendarna Siekiera. Ten jakże zasłużony dla polskiego punk rocka i zimnej fali zespół, zabierze nas w kolejną podróż. Wraz z płytą "Ballady na koniec świata" poznamy jeszcze inną twarz Siekiery. Płyta ukazująca się 13 grudnia 2011 r. będzie wyprawą w rejony bardziej akustyczne, czego dowodzi utwór Lato odeszło, którego można już posłuchać w Internecie. 

 
Oto jak przedstawia ten krążek wydawca, Sławek Pakos z Manufaktura Legenda: Urokliwe piosenki, kameralną poezję śpiewaną i bezpretensjonalny folk lider grupy, Tomasz Adamski, brawurowo przeplata epickimi utworami instrumentalnymi, przywołującymi filmy Davida Lyncha czy Godfrey’a Reggio. Słychać tu wpływ muzyki klasycznej, zimnej fali, Leonarda Cohena i Marka Grechuty z okresu „Korowodu”.  

Warto też zaznaczyć, że dwa utwory powstały we współpracy z Pawłem Młynarczykiem, odpowiedzialnym za instrumenty klawiszowe na "Nowej Aleksandrii". Brzmi to wszystko niezwykle intrygująco. Jeśli reszta materiału prezentuje się równie pięknie jak udostępniony utwór, to mam już swego kandydata na polską płytę roku. 

Jakub "Negative" Karczyński

14 listopada 2011

KOBIETA PO PRZEJŚCIACH

Marianne była kiedyś bardzo rozrywkową dziewczyną. Czerpała z życia pełnymi garściami, nie przejmując się konsekwencjami. Poznałem ją dzięki Tomkowi. To on zwrócił na nią moją uwagę i kazał zakatalogować ją pod hasłem "rozrywki przeszłości". Już wtedy wiedziałem, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie. Nie myliłem się. 


Ilekroć mam ochotę posłuchać opowieści dojrzałej kobiety, wtedy sięgam po płyty Marianne Faithfull. I choć jej ostatnie nagrania nie mają już w sobie takiego ładunku emocjonalnego, to wciąż mam nadzieję, że jeszcze kiedyś oczaruje mnie tak jak za pierwszym razem. Dźwięki File It Under Fun From The Past z płyty "Vagabond Ways" (1999) to coś czego się nie zapomina. Zasłyszane w nagranej audycji Tomka Beksińskiego, sprawiły, że na mym niebie pojawiła się kolejna gwiazda, której przyglądam się od czasu do czasu. Kto wie, może jeszcze kiedyś odzyska swój dawny blask.

Jakub "Negative" Karczyński

12 listopada 2011

DŹWIĘKI NIE LIŚCIE

Przepiękna jesienna aura wprost zachęca do spacerów, zbierania kolorowych liści oraz do słuchania nastrojowych płyt. Przed momentem wyjąłem z książki, trzy zasuszone liście, które zebrałem przed dwoma tygodniami. W dalszym ciągu wyglądają pięknie, choć brak w nich już tej soczystości i świeżości. Na szczęście w przypadku muzyki sprawa ma się zupełnie inaczej. Dźwięki nie liście, nie płowieją.
 
 
Dowodem potwierdzającym moje słowa niech będzie płyta "Sleeps With The Fishes" Pietera Nootena i Michaela Brooka. Każdy kto słyszał te dźwięki wie, że taka muzyka się nie starzeje. Wspominałem już o tym krążku we wcześniejszym wpisie, dotyczącym białych kruków. Wtedy był czymś ulotnym, nienamacalnym i nieosiągalnym. Na szczęście są jeszcze na tym świecie ludzie, gotowi nieść bezinteresowną pomoc. Za sprawą Andrzeja z Irlandii mam już ten krążek na własność. Cieszę się nim już od ponad miesiąca i słucham najczęściej wieczorami tuż przed zaśnięciem. Wtedy właśnie smakuje najlepiej. Andrzeju jeszcze raz serdeczne dzięki.


Na własną rękę zdobyłem już krążek "Aura Delight" grupy The Mission. Jest to album uzupełniający płytę "Aura" z 2001 roku. Podobny zabieg wykonano już w 1990 roku, gdy na rynku pojawiła się płyta "Carved In Sand". Jej uzupełnieniem był album "Grains Of Sand", który okazał się ciekawszy od podstawowego materiału. Trudno pojąć fakt, że tak piękne kompozycje postanowiono umieścić na płycie z odrzutami. W przypadku "Aura" i "Aura Delight" takie kuriozum już nie ma miejsca. Słuchając albumu uzupełniającego zdajemy sobie sprawę, że to ciekawostki przeznaczone dla fanów. Oprócz coverów, innych wersji znanych utworów z repertuaru The Mission, są tu także nagrania premierowe. Polecam zwłaszcza utwór Sorry ..., który spokojnie mógłby trafić na płytę "Aura". Uwielbiam Hussey'a w tak nastrojowych i romantycznych utworach. Być może "Aura Delight" nie jest niczym więcej jak płytą z odrzutami, ale warto się z nią zapoznać, aby nie przegapić czegoś naprawdę pięknego.
 
Jakub "Negative" Karczyński

8 listopada 2011

KONCERTÓWKA THE CURE


 
Fani The Cure mogą już zacierać ręce. Piątego grudnia, zaplanowano wydanie podwójnego, koncertowego albumu zarejestrowanego na festiwalu Bestival. Znana jest już lista utworów z tego dwuipółgodzinnego występu. Przedstawia się ona następująco:


CD 1:
'Plainsong'
'Open'
'Fascination Street'
'A Night Like This'
'The End of the World'
'Lovesong'
'Just Like Heaven'
'The Only One'
'The Walk'
'Push'
'Friday I'm In Love'
'Inbetween Days'
'Play For Today'
'A Forest'
'Primary'
'Shake Dog Shake'

CD 2:
'The Hungry Ghost'
'100Years'
'End'
'Disintegration'
'Lullaby'
'The Lovecats'
'The Caterpillar'
'Close to Me'
'Hot Hot Hot!!!'
'Let's Go to Bed'
'Why Can't I Be You?'
'Boys Don't Cry'
'Jumping Someone Else's Train'
'Grinding Halt'
10:15 Saturday Night'
'Killing Another'

Czekamy zatem niecierpliwie.
 
Jakub "Negative" Karczyński

2 listopada 2011

NADCIĄGA DEMON RUCHU

- Uboczna, wzgardzona odrośl szyn, samotne odgałęzienie toru, rozciągnięte na przestrzeni pięćdziesięciu, stu metrów, bez wyjścia, bez wylotu, zamknięte sztucznym wzgórzem i rampą kresową. Niby uschła gałąź zielonego drzewa, niby kikut okaleczałej ręki...

Stefan Grabiński "Ślepy tor"


 
Jeśli imię i nazwisko autora nic wam nie mówi, znaczy to, żeście ubożsi o kawałek wyśmienitej literatury grozy. Stefan Grabiński to postać nietuzinkowa. Schorowany polonista, którego aspiracje sięgały o wiele dalej, niż szkolne ławki. Najczęściej bywa porównywany do E.A. Poe, w utworach którego był nad wyraz rozmiłowany. Nie znaczy to jednak, że mamy tu do czynienia z marnym kopistą, powielaczem pomysłów Poe'go. Stefan Grabiński stworzył swój własny świat, w którym to zjawiska dziwne i tajemnicze, nawiedzały kolejowe stacje, pociągi, wagony, a także pracujących tam ludzi. Kunsztowny styl pisarski, umiejętność prowadzenia akcji i potęgowania napięcia, sprawiają, że nawet dziś, po niemal stu latach od publikacji "Demona ruchu" (1919), czyta się go z zapartym tchem. 

Czuję niewysłowioną radość z powodu wznowienia tego zbioru opowiadań. Pomimo że posiadam już wcześniejsze wydanie "Demona ruchu", opublikowane przez wydawnictwo Lampa i Iskra Boża, nie odmówiłem sobie przyjemności zakupu kolejnego tomu. Nowa edycja to nie tylko przypomnienie zbioru "Demon ruchu", ale także włączenie w jego skład, kilku innych opowiadań, co niewątpliwie podnosi rangę tego wydawnictwa. Szkoda tylko, że pominięto opowiadania "W przedziale" oraz "Wieczny pasażer", które to również nie miały szczęścia być opublikowane w powojennych wydaniach. Sytuację zmieniło dopiero wydawnictwo Lampa i Iskra Boża w 2006 roku, które to włączyło je do swej edycji oraz uzupełniło o "Engramy Szatery".

Jeżeli nie miałeś jeszcze w rękach "Demona ruchu", pora nadrobić tę zaległość. Idealna literatura na jesienne, długie wieczory. Gwarantuję, że po jej przeczytaniu, Polskie Koleje Państwowe, ujrzycie w zupełnie innym świetle.Tylko i wyłącznie dla niepoprawnych romantyków.

Jakub "Negative" Karczyński