28 września 2012

THE CHURCH - KOŚCIELNA MELANCHOLIA


Od kilku dni przemierzam Internet wzdłuż i wszerz, celem upolowania kilku tytułów grupy The Church. Ta australijska formacja, zrobiła na mnie spore wrażenie kilka lat temu i po dziś dzień, chętnie wracam do jej nagrań. Płyta "Starfish" (1988), zasłyszana w pewnej audycji radiowej, okazała się na tyle dobrym wprowadzeniem, że kontynuacja tej podróży była więcej niż pewna. Musiało jednak upłynąć trochę czasu, nim zebrałem się w sobie i zacząłem szukać informacji o zespole oraz jego dyskografii. Do najmniejszych ona nie należy, bowiem to równo dwadzieścia albumów. Oczywiście nie nastawiam się na zdobycie wszystkich, bo to już zakrawa na szaleństwo. Skupiam się tylko na wybranych tytułach, szczególnie polecanych przez znawców i fanów. I tak na pierwszy ogień poszedł album "Priest=Aura" (1992), który już trafił w moje ręce. Wystarczyło posłuchać kilka razy, aby stwierdzić, że o takie granie chodziło. Płyta w doskonałym stanie cieszy nie tylko ucho, ale i oko. Kolejne przesyłki już w drodze, a w nich debiutancki "Of Skins And Heart" (1981) oraz "Gold Afternoon Fix" (1990). Szykuje się porcja niezwykłej muzyki, która tej jesieni zabrzmi wyjątkowo pięknie. 

I znów potwierdza się moja opinia, że najlepsze zespoły grające muzykę z lekką nutką melancholii to te, które zaczynały w latach 80. Grupy pokroju Gene Loves Jezebel, Echo & The Bunnymen czy wspomniany The Church, nawet w dzisiejszych czasach nie maja sobie równych. Jest coś magicznego w brzmieniu muzyki lat 80, czego nie da się dziś powtórzyć czy podrobić. Dlatego też nie pozbywajcie się starych edycji płyt, bowiem płyta płycie nie równa. Dowód? Wystarczy posłuchać pierwszej płyty Siouxsie & The Banshees, aby wyłapać różnicę między dwiema edycjami. Remaster brzmi surowo natomiast edycja pierwotna ma o wiele cieplejsze brzmienie. Niby niewiele, prawie tak samo, ale jak to mówią - prawie robi wielką różnicę.

Jakub "Negative" Karczyński

24 września 2012

CLANNAD - NIESPODZIEWANY POWRÓT


Clannad powraca! Legendarna irlandzka grupa powstała na początku lat 70-tych jako rodzinny zespół muzykujący w pubie należącym do Leo - ojca rodziny Brennan. W skład zespołu weszły dzieci Leo - Maire (Moya), Pol i Ciaran oraz ich wujowie Noel i Padraig Duggan. Na przełomie lat 70 i 80-tych zespół uzupełniała młodsza siostra Eithne (Enya) Brennan, ale słynna Enya po kilku latach wybrała karierę solową. Clannad to jedna z najsłynniejszych irlandzkich grup w historii, a ich brzmienie należy do najbardziej rozpoznawalnych. Światową popularność przyniosły zespołowi płyty "Magical Ring" (1983), "Legend" 1984 (muzyka do filmu/serialu "Robin z Sherwood", który był wielkim przebojem lat 80-tych również w Polsce) oraz "Macalla", na której Moya śpiewa m.in. duet z wokalistą U2 - Bono. Clannad i U2 przyjaźnią się od początku lat 80-tych, a Bono powiedział, że Moya Brennan ma jeden z najwspanialszych głosów jakie kiedykolwiek słyszało ludzkie ucho. Grupa sprzedała kilkanaście milionów płyt, a ostatnią pozycją w dyskografii jest "Landmarks" z 1998. Niebawem spodziewana jest nowa płyta zespołu, a zespół już wyruszył w kilkumiesięczna trasę koncertową po całym świecie - na pierwszy ogień poszła Ameryka Północna - 27 koncertów w Kanadzie i USA, a potem Australia, Nowa Zelandia i Japonia...

Clannad powraca w oryginalnym składzie:

Moya Brennan - śpiew i harfa
Ciarán Brennan - gitary, bas, instr. klawiszowe
Pádraig Duggan - gitary, śpiew
Noel Duggan - gitary, śpiew
Pól Brennan - gitary, flet, śpiew

Europejska trasa jest zapowiadana na styczeń i luty 2013. Możliwe terminy koncertów w Polsce to 8, 9 i 10 lutego 2013!

źródło: ArtRock.pl

18 września 2012

PRZESŁUCHANIE 07

Powracam dziś do kącika "Przesłuchanie", który to zaniedbałem ostatnimi czasy. Przypominam, że trafiają tu płyty, które aktualnie kręcą się w mym odtwarzaczu. Na pierwszy ogień idzie grupa ...

INTERPOL "INTERPOL" (2010)


Kiedy ukazywał się ten album, byłem zdruzgotany jego zawartością, tak jak większość recenzentów. Nikt bowiem nie spodziewał się po tej utalentowanej grupie, tak słabych nagrań. Obiecałem sobie, że jeśli ta płyta trafi na przecenę, to zakupię ją tylko po to, by uzupełnić kolekcję. Minęło trochę czasu, świat zdążył zapomnieć o czwartej płycie Interpolu i chyba również trochę o samym zespole. Brak zainteresowania albumem, wpłynął za to korzystnie na jego cenę. Zagraniczna edycja została bowiem przeceniona prawie o połowę. Długo się nie namyślając, nabyłem ową płytę, aby zmierzyć się z nią jeszcze raz. Po latach okazało się, że cierpliwość jednak została nagrodzona. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki, cała otoczka nieprzystępności i znudzenia, rozpłynęła się niczym poranna mgła. W końcu do mych uszu zaczęły docierać intrygujące dźwięki, które ułożyły się w całkiem zgrabną płytę. Polecam wsłuchać się zwłaszcza w takie utwory jak "Success", "Summer Well", "Lights", "Try In On" czy zamykający całość "The Undoing". Nie da się ukryć, że to najtrudniejszy w odbiorze album w całej dyskografii Interpolu. Dla wielu zapewne nie do przejścia, jednak jeśli poświęcicie mu trochę uwagi, być może dotrzecie do serca tej płyty. Wystarczy odrobina wolnego czasu i dobrej woli.

ocena: 6,5/10

Jakub "Negative" Karczyński

11 września 2012

TIAMAT ODKRYWA KARTY


Karty w końcu zostały odkryte. Nowy krążek grupy Timat trafi do sprzedaży 2 listopada tego roku. Ujawniono już jego okładkę (zdjęcie powyżej). Album zatytułowany będzie tak jak wcześniej zapowiadano - "The Scarred People" i ukaże się w wersji CD, czarnego i złotego winyla oraz jako limitowany box set. Podstawową edycję wypełni jedenaście premierowych kompozycji, natomiast limitowany box rozszerzono o cztery dodatkowe nagrania.

EDYCJA PODSTAWOWA:

1.  The Scarred People 
2.  Winter Dawn  
3.  384 EKteis
4.  Radian tStar  
5.  The Sun Also Rises  
6.  Before Another Wilbury Die
7.  Love Terrorists  
8.  Messinian Letter  
9.  Thunder & Lightning  
10. Tiznit  
11. The Red Of The Morning Sun
EDYCJA LIMITOWANA:
01. The Scarred People
02. Winter Dawn
03. 384 - Kteis
04. Radiant Star
05. The Sun Also Rises
06. Before Another Wilbury Dies
07. Love Terrorists
08. Messinian Letter
09. Thunder & Lightning
10. Tiznit
11. Born To Die [bonus]
12. The Red Of The Morning Sun
13. Paradise [bonus]
14. Divided (Live) [bonus]
15. Cain (Live) [bonus]
Jakub "Negative" Karczyński
 

6 września 2012

MOST POŚRÓD ZŁOTEJ JESIENI


W powietrzu czuć już jesień. Letnie słońce grzeje mniej intensywnie, a wiatr hula między gałęziami drzew. Nie ukrywam, że nastaje jedna z moich ulubionych pór roku. Lubię zwłaszcza początek jesieni, gdy liście na drzewach przybierają fantastyczne kolory, a promienie słoneczne delikatnie ogrzewają ciało. W takim krajobrazie przyjemnie jest pospacerować, a także posłuchać muzyki. Trzeba już pomału zaopatrzyć się w herbaty wieloowocowe, które uprzyjemniać będą te zimniejsze, deszczowe dni. 

Warto także zastanowić się nad wyborem płyt, które będą dopełnieniem tego klimatu. W tym roku preludium do jesieni stanowić będzie płyta Alexandra Veljanova "The Sweet Life" (2001) oraz winyl Siouxsie And The Banshees "Once Upon A Time/ The Singles" (1981). Jak mniemam, zapewnią one mi mnóstwo wrażeń, a także będą dobrą wróżbą dla nadchodzących premier płytowych. Na dniach pojawi się nowa Lacrimosa, a za nią całe zastępy pięknej muzyki. Czekam już na nią z ogromną niecierpliwością i wypatruję jak dobrego przyjaciela niewidzianego od wielu lat.

Jakub "Negative" Karczyński

P.S. Obraz wykorzystany w tym wpisie to "Most pośród złotej jesieni", którego autorem jest Ryszard Tyszkiewicz. 
 

2 września 2012

MARTWI POTRAFIĄ BIEGAĆ

Od wydarzenia o którym zamierzam napisać, minęły już ponad dwa tygodnie, a ja wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście. Zazwyczaj nie biorę udziału w konkursach, choć nie powiem by był to mój pierwszy raz. Kilka razy zdarzyło mi się wygrać jakąś płytę, lecz zazwyczaj muzyka na niej zawarta nie satysfakcjonowała mnie w pełni. Tym razem impulsem pobudzającym do działania był album, który dopiero co miał swoją premierę. Informacja o jego ukazaniu zelektryzowała muzyczny świat, a bilety na koncert tej grupy w Polsce rozeszły się na pniu. 

 
Zacznijmy jednak od początku. Jako miłośnik radia, chętnie nastawiam uszu i wyławiam muzykę płynącą z radiowego eteru. Zazwyczaj nasłuchuję Programu Trzeciego Polskiego Radia, czyli popularnej Trójki. Tam to przez siedem dni w tygodniu rozdawana jest tzw. "płyta tygodnia". Postanowiłem spróbować swoich sił i zawalczyć o jej zdobycie. Nagroda była zresztą nie byle jaka, bowiem chodziło na nowy album grupy Dead Can Dance. Warunkiem wzięcia udziału w konkursie, było wysłanie wiadomości sms, na sygnał dany przez prezentera. Przygotowawszy sobie uprzednio treść tej wiadomości, czekałem na znak, niczym sprinter na wystrzał pistoletu. Zdawałem sobie sprawę, że w blokach startowych znajduje się zapewne setka takich jak ja, ale mimo to postanowiłem spróbować. Nagle głos prezentera dał komendę do startu, więc wyrwałem się z bloków startowych i posłałem lotem błyskawicy mego smsa. Zasiadłem przed odbiornikiem i słuchając jednego z utworów z tejże płyty, niecierpliwie oczekiwałem wyników. Szczęśliwców mogło być dwóch. Ni więcej ni mniej. Po wybrzmieniu utworu, prowadzący informuje, że nadeszło tyle esemesów, że musi wyłowić te dwa pierwsze zgłoszenia. Po tej informacji trochę mi entuzjazm przygasł, ale nadziei nie traciłem. Mija kolejny utwór, a głos spikera zaczyna wymieniać zwycięzców tego biegu. Pierwsza na metę wpada jakaś dziewczyna, a w chwilę po niej melduje się na niej Jakub z Poznania. Szok, niedowierzanie i radość. Euforia niemal tak wielka jakbym właśnie zdobył srebrny medal. Mazurka Dąbrowskiego co prawda mi nie zagrali, ale dźwięki zawarte na nowym albumie Dead Can Dance, wynagrodzą mi to w zupełności. 

Czy muszę pisać jak niecierpliwie wyglądałem przesyłki z Myśliwieckiej? Chyba nie. Codzienne wycieczki do skrzynki pocztowej trwały niemal dwa tygodnie, ale trud się w końcu opłacił. Zapewne wkrótce podzielę się muzycznymi wrażeniami z czytelnikami Czarnych słońc, tymczasem pozwólcie, że zatopię się w tych dźwiękach po same uszy.

Jakub "Negative" Karczyński