29 stycznia 2013

ROMANTYCY KONTRA POZYTYWIŚCI

Zima za oknem, a ja wciąż spędzam czas w "Tajemniczym ogrodzie". Dawkuję sobie tę książkę już od listopada, czytając ją najczęściej w tramwaju, w drodze do pracy. Przez ten czas zebrało się na półce kilka innych tytułów, które kuszą obwolutami, a także rozsiewają wokół zapach farby drukarskiej. Trzeba więc zintensyfikować wizyty w ogrodzie, by następnie oddać się w ramiona "Wampira" Władysława Reymonta, wpaść do "Nagiego sadu" Wiesława Myśliwskiego, a międzyczas umilać sobie lekturą opowiadań Antoniego Czechowa. Ostrzę sobie także zęby na nowele Marii Konopnickiej i Bolesława Prusa, do których to mam sentyment z czasów licealnych. 


Powróciłem też do nagrań grupy Breathless, a wszystko to za sprawą ich nowego albumu "Green To Blue" (2012). Po długich oczekiwaniach, wreszcie otrzymałem przesyłkę z Anglii. Tak pięknego albumu to się nie spodziewałem, choć słyszałem, że jest on nad wyraz udany. Dziwi mnie tylko fakt wydania go na podwójnym kompakcie, ponieważ nie trwa on na tyle długo by nie pomieścić go na jednej płycie. Najwidoczniej był to zabieg celowy, który być może ma nawiązywać do układu piosenek znanych z płyt winylowych. Dwa kompakty, niczym dwie strony płyty winylowej. Szkoda tylko, że ukazał się tak późno, w związku z czym nie dane mu było zawalczyć o pierwszą dziesiątkę najlepszych płyt ubiegłego roku. To kolejny rok, w którym na finiszu ukazują się albumy oszałamiająco piękne. Warto zapamiętać tę prawidłowość by nie być zaskoczonym podczas podsumowania tego roku.


Prawie dwutygodniowe oczekiwanie na płytę "Green To Blue", umilałem sobie innym albumem grupy Breathless. Podwójny kompakt "Blue Moon" (1999), niesie ze sobą nieco inne emocje. Księżycowy spokój przerywany jest od czasu do czasu gwałtownością słonecznego wiatru. Nie wszystkim takie oblicze musi odpowiadać, ale widać w tamtym czasie muzycy mieli taki, a nie inny zamysł muzyczny. Te bardziej stonowane dźwięki, bliższe muzyki relaksacyjnej, powinny trafić w gusta miłośników muzyki ambient. Szkoda tylko, że album nie niesie ze sobą, aż tak wielkich emocji, choć nie brak mu naprawdę dobrych fragmentów. 
Druga płyta to już rzecz dla naprawdę wytrwałych, bowiem brak tu jakichkolwiek melodii, a o piosenkach to można tylko pomarzyć. Nie wiem jaki jest sens tworzenia czegoś tak dziwnego i komu miałoby to sprawić przyjemność. Godzinne tortury dźwiękowe przeznaczone raczej dla muzycznych masochistów, niż fanów pięknej muzyki. Lepiej pójść sobie na godzinny spacer, niż katować się czymś tak niestrawnym.   

Dla odreagowania polecam reedycję płyty "Heyday" (1986) australijskiej grupy The Church. Wznowienie tego albumu z 2010 roku wzbogacono o trzy utwory ze stron B singli. I nie są to jakieś kiepskie odrzuty, ale jedne z pierwszych fragmentów, które zapadły mi w pamięć. Czy najpiękniejsze? Tego jeszcze nie wiem, bowiem cały czas zapoznaję się z dźwiękami z owej płyty. Szkoda tylko, że nie wydano tego w tradycyjnym, plastikowym pudełku, bądź jako digibook'a, lecz w formie digipack'a, tak zresztą podatnego na uszkodzenia. Widać takie czasy.

Jakub "Negative" Karczyński

20 stycznia 2013

LEKARSTWA Z APTEKI PANA ROBERTA


Przez ostatnie tygodnie odpoczywałem od "muzyki mroku". Zagłębiałem się w rejony dalekie od tego czemu poświęcam się na blogu, stąd i mniejsza aktywność. Na szczęście przed paroma dniami pojawiła się iskra, która znów rozpaliła ogień. Tą iskrą okazał się dziewiętnasty numer Kolekcji Teraz Rocka poświęcony tym razem grupie The Cure, mojej drugiej miłości muzycznej.

Odkrywanie dorobku tej grupy to jeden z najbardziej fascynujących i emocjonujących etapów w mym życiu. Przypadał on na okres licealny, a zdobywane płyty, długo i namiętnie kręciły się w moim odtwarzaczu. Słuchanie umilały mi dyskusje na polskim forum the cure, które to niestety umarło z nieznanych mi powodów. To stamtąd czerpałem energię i ciekawe opowieści zamieszczane przez fanów. Sam zresztą aktywnie udzielałem się na tym forum i nie było dnia, abym tam nie zajrzał, z nadzieją przeczytania kolejnym interesujących wpisów.

Podsycana wyobraźnia zgłębiała kolejne albumy The Cure nie tylko wśród czterech ścian, ale i w przestrzeniach miejskich. Ileż to wypraw ze słuchawkami na uszach odbyłem to chyba nie zliczę. Było ich tak dużo, że utrwaliły się nawet stałe trasy przebiegające przez rynek miejski, obok cmentarza [a jakże :)], barokowej bazyliki, kończąc się pośród pól. Przed laty nie było chyba dnia bym nie słuchał płyt The Cure, a każdy zdobyty grosz przeznaczałem na zakup kolejnych albumów. Wkrótce stałem się posiadaczem, całej dyskografii, do której przez ostatnie lata wracałem sporadycznie.

Pojawienie się Kolekcji, znów ożywiło wspomnienia i tak od kliku dni słucham "Pornography", "Kiss Me Kiss Me Kiss Me" czy radośniejszego oblicza w postaci "Japanese Whispers". Różnorodność muzyczna stała się strzałem w dziesiątkę i zapewniła grupie miejsce na rockowym firmamencie gwiazd, a także muzyczną nieśmiertelność. Mam nadzieję, że księga z napisem The Cure nie jest definitywnie zamknięta, a kolejne rozdziały przyniosą jeszcze wiele emocji i wzruszeń.

Jakub "Negative" Karczyński 

15 stycznia 2013

PODSUMOWANIE ROKU 2012

Mamy już połowę stycznia, najwyższy więc czas na zamieszczenie podsumowania roku 2012. Choć wydawało mi się, że nie będzie z nim specjalnego problemu, to jak zwykle rzeczywistość okazała się nieco inna. Premiery wyskakujące tuż przed końcem roku, skutecznie potrafią zepsuć całą koncepcję. Koniec końców, postanowiłem już jednak nie zwlekać z publikacją mojego TOP10. Poniżej znajdziecie listę płyt, z gatunku muzyki mroczno-romantycznej, które to sprawiły mi największą przyjemność, choć nie brak wśród nich także tych nieco rozczarowujących.

ZESTAWIENIE NAJLEPSZYCH ALBUMÓW 2012 WG "CZARNYCH SŁOŃC" 


1. Soulsavers "The Light The Dead See"
Już pierwsze zetknięcie z tą muzyką i głosem Gahana, nie pozostawiało wątpliwości, że będzie to jedna z najważniejszych płyt minionego roku. Każdy z utworów jest jak strzał w serce, a emocje związane z słuchaniem tej płyty wprost nie do opisania. Tutaj żadne słowa nie są potrzebne. Wystarczy wcisnąć "play" i poddać się tej zmysłowej i pięknej muzyce. O takich albumach marzę w 2013 roku!

2. Dead Can Dance "Anastasis"
Mistrzowie powrócili w pięknym stylu, udowadniając, że ich zmartwychwstanie to najlepsza rzecz jaka mogła się przydarzyć w świecie muzycznym. Atmosferyczne dźwięki emanujące etnicznymi aromatami potrafią wedrzeć się w najgłębsze zakamarki duszy.

3. Tiamat "The Scarred People"
Tiamat to grupa, na płyty, której czekam z ogromną niecierpliwością. Najnowszym albumem udowodnili, że wciąż trzymają rękę na pulsie klimatycznego grania, a konkurencja może tylko żałować, że to nie oni nagrali taki album.

4. The 69 Eyes "X"
Największe zaskoczenie in plus. Tak wspaniałej płyty to się po wampirach z Helsinek nie spodziewałem. Mroczny rock&roll w najlepszym wydaniu, który skutecznie infekuje na długie tygodnie.

5. Ultravox "Brilliant"
Informacje o powrocie Ultravox w oryginalnym składzie zelektryzowały fanów na całym świecie. Ogrom oczekiwań na szczęście został zaspokojony pięknym albumem, do którego będę powracał z przyjemnością.

6. Arcana "As Bright As A Thousand Suns"
Oto najbardziej nastrojowa i transowa płyta w całym zestawieniu. Wychowankowie Dead Can Dance udowadniają, że śmiało mogą stawać w szranki z dawnymi mistrzami. Taka sztuka udaje się nielicznym.
 
7. Wilki "Światło i mrok"
Wataha Wilków w końcu przypomniała sobie o swym drapieżnym instynkcie, nagrywając płytę na miarę swego debiutu. Szkoda, że szeroka publika nie doceniła tego albumu, ale to ich problem i strata.

8. Anathema "Weather Systems"
Rozczarowała mnie nieco nowa Anathema, ale po takim albumie jak "We're Here Because We're Here" to chyba zrozumiałe. To oczywiście nie jest zła płyta, lecz nie wytrzymuje porównania z poprzedniczką. Mimo to, warto posłuchać, bo Anathema to marka sama w sobie.

9. The Cult "Choice Of Weapon"
Pierwsze odsłuchy nie napawały optymizmem. Na szczęście z czasem płyta raczej zyskuje, niż traci, choć nie jest to poziom jaki prezentowali na "Beyond Good And Evil". Nie podzielam zachwytów dziennikarzy w stosunku do "Choice Of Weapon", ale doceniam solidne granie jakie zaprezentowali na tym albumie.
  
10. Killing Joke "MMXII
Nowe Killing Joke jest jak pędząca lokomotywa z piekła rodem. Zabiera tylko nielicznych pasażerów i jeździ sobie tylko znanymi trasami. Tym razem przejażdżka sprawiła mi nieco mniej frajdy, lecz i tak warto było kupić bilet.

Zachęcam także do podzielenia się Waszymi typami za ubiegły rok. Nie musi to być TOP10, możecie wymienić choćby jeden album, ważne tylko by był to ten najpiękniejszy.

Jakub "Negative" Karczyński

8 stycznia 2013

ZIMOWĄ PORĄ



Za oknem znów sypie śnieg, a ja od kilku dni przesłuchuję płyty, jakie ukazały się w 2012 roku. Wszystko to pod kątem podsumowania roku, które czas by było opublikować. Nieco się z tym ociągam, bowiem na samym finiszu objawił się album, który to ma szansę zawalczyć o finałową dziesiątkę najlepszych płyt minionego roku. Póki co, czekam na jego dostarczenie i jeśli wszystko pójdzie dobrze, powinien do mnie dotrzeć jeszcze w tym tygodniu. Niestety, nie będzie za wiele czasu by sumiennie go posłuchać, ale kto wie, może kilka odsłuchów wystarczy, aby poraził mnie jego blask. Jeśli nie, pominę ten album w podsumowaniu. Jednakże zapowiedzi i recenzje brzmią interesująco. 

Nie mniej ciekawie wyglądają premiery zaplanowane na ten rok. Czasu na refleksję za dużo nie ma, bowiem już w połowie stycznia zaczyna się pierwsze natarcie płytowe. Zobaczcie zresztą sami co szykują nam artyści.
KALENDARIUM PREMIER

STYCZEŃ
Riverside “Shrine Of New Genaration Slaves” - 18.01.2013
"Po drugiej stronie lustra - tribute to Closterkeller" - 19.01.2013
New Order “Lost Sirens” (EP-ka) – 21.01.2013

LUTY
Votum “Harvest Moon”  - 6.02.2013
Nick Cave & The Bad Seeds “Push The Sky Away” – 18.02.2013
Steven Wilson “The Raven That Refused To Sing (and other stories) – 25.02.2013

MARZEC
David Bowie „The Next Day” -11.03.2013
Hurts “Exile” – 12.03.2013

KWIECIEŃ
Deep Purple “?” – 26.04.2013
Depeche Mode „?” – wiosna 2013

CZERWIEC
Archive “?” – 00.06.2013
Black Sabbath “13” - 00.06.2013

Jak widać, nie wszystkie tytuły oraz daty premier są już znane. O niektórych albumach mamy wręcz mgliste pojęcie, jak choćby o płycie grupy Archive. Nie za bardzo wiadomo czy to nowy album, czy też coś zupełnie innego. Karty będą odkrywać się sukcesywnie, a i premier wraz z upływem czasu będzie przybywać. Czekajmy zatem cierpliwie i zacierajmy ręce.

Jakub "Negative" Karczyński