07 lipca 2021

JAK PIES DO JEŻA


W sytuacjach, w których nie mamy do czegoś lub kogoś pełnego zaufania, zwykło się używać sformułowania "podchodzić jak pies do jeża". Nieufność ta nie zawsze ma swe racjonalne podstawy.  Przekonałem się o tym już kilkukrotnie, a ostatni taki przypadek miał miejsce w minionym tygodniu. Dotychczas nazwa Christian Death funkcjonowała gdzieś na rubieżach mojego muzycznego świata. Wiedziałem, że taka grupa istnieje, zdarzyło mi się nawet posłuchać kilku utworów, ale jakoś nie miałem parcia na to by zagłębić się w ich dyskografię. Wrzuciłem sobie ich twórczość do szufladki z napisem "ubodzy krewni Bauhausu" i tak sobie trwałem w tym moim muzycznym ignoranctwie. Owszem, miałem świadomość, że Christian Death nie tylko stworzyli osobny gatunek muzyczny jakim jest death rock, ale mają także wielkie poważanie u fanów mrocznych brzmień. Nic sobie jednak z tego nie robiłem bowiem death rock czyli brudniejsza i bardziej surowa odmiany gotyku, jakoś nie potrafiła znaleźć odpowiedniej drogi do mojego serca. I pewnie ten stan nie uległby zmianie gdybym nie natknął się na ofertę sprzedaży albumu "Atrocities" (1986) w pewnym antykwariacie muzycznym. Już sama obecność tej płyty w ofercie wywołała moją ekscytację choć wynikała ona nie z zawartości muzycznej, co raczej z jej rzadkiej obecności na rodzimych portalach aukcyjnych. W mojej głowie uruchomiła się więc żyłka kolekcjonera, która o dziwo przyćmiła zawartość muzyczną. Raczej nie zdarza mi się taka sytuacja bo po cóż mi płyta, po którą nie będę sięgał. Na szczęście po zapoznaniu się z zawartością odetchnąłem z ulgą bo choć płyta nie jest jakaś powalająca to ma kilka interesujących fragmentów, do których z pewnością będę powracał. Jak widać nie ma co zbytnio opierać się na pierwszym wrażeniu. Najlepiej wszystko sprawdzić na własne ucho lecz nie wyrywkowo, ale tak solidnie od deski do deski. Tylko wtedy możemy z całą stanowczością stwierdzić czy nam się coś podoba czy też nie. W przypadku Christian Death w moim sercu zakwitł kwiat ciekawości więc jak mniemam nie będzie to mój ostatni kontakt z twórczością tej grupy. Cieszy to tym bardziej, że oto otwiera się przede mną kolejny szlak, który doprowadzi mnie z pewnością do wielu innych dróg. Prawda, że przyjemna perspektywa?

 

Jakub Karczyński