W piątek 28 dnia listopada gruchnęła informacja, że Public Image Ltd. przyjedzie na cztery koncerty do Polski. Szczęśliwe miasta to Gdańsk (12.05.2026), Poznań (13.05.2026), Warszawa (15.05.2026) i Kraków (16.05.2026). Choć widziałem ich niedawno we Wrocławiu, to i tak cieszę się na te koncerty, licząc po cichu, że wrócą do nas z nieco zmienionym repertuarem. Gdyby w Poznaniu zagrali The Order Of Death, byłbym najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. To właśnie od tego nagrania zaczęła się moja przygoda z tą grupą. Pewnie już kiedyś wspominałem w jakich okolicznościach natknąłem się na to nagranie, ale nie zawadzi przypomnieć. Było to jakoś na drugim lub trzecim roku studiów, gdy w me ręce wpadł "soundrack" do filmu The Blair Witch Project. Celowo słowo soundtrack ująłem w cudzysłów, bowiem jeśli widzieliście ten film, to doskonale wiecie, że nie było tam żadnej muzyki. Obraz stylizowany na dokument, pokazywał grupkę przyjaciół, realizujących dokument o wiedźmie. Aby nadać mu cechy wiarygodności, reżyser zdecydował się nie tylko na innowacyjną kampanię reklamową, sugerującą, że wydarzyło się to na prawdę, ale i nie dogrywania żadnej muzyki, która to obnażyłaby jego kłamstwo. Skąd więc wziął się soundtrack? Jeśli pamiętacie, to studenci na miejsce dotarli samochodem, który to po ich zaginięciu odnaleziono, a w nim była ponoć kaseta z ulubionymi utworami Josha. To proste, ale jakże genialne posunięcie, pozwoliło stworzyć i wydać tę ścieżkę dźwiękową, bez konieczności narażania się na podejrzliwość ze strony widzów. Jeśli macie tę płytę na swojej półce to wiecie jacy artyści dołożyli tu swoje trzy grosze. Jeśli nie, to trzymajcie się krzeseł, bowiem na płycie usłyszycie zarówno tak znane grupy jak Bauhaus, Type O Negative, Laibach, Public Image Ltd., ale i te nieco mniej utytułowane jak The Creatures, Tones On Tail, Skinny Puppy czy Afghan Whigs. Całości słucha się nad wyraz dobrze. Przyglądając się okładce książeczki z pewnością nie umknie waszej uwadze napis Dedykowane pamięci Heather, Mike'a, a szczególnie Josha, którego doskonały gust muzyczny zainspirował ten album. R.I.P. Poniżej wklejono zdjęcie Josha, więc wszystko wyglądało bardzo wiarygodnie. Oczywiście z czasem sprawa się wydała, ale ciekawi mnie co czuli ludzie, którzy wybierali się na ten seans w przekonaniu, że idą oglądać prawdziwy dokument. Jak sądzę, ich odbiór tego obrazu był sugestywniejszy, bo co innego obejrzeć sobie wymyślony przez scenarzystę film, a co innego reportaż, który wydarzył się naprawdę. Co prawda film robi wrażenie tylko za pierwszym razem, kiedy jeszcze nie wiemy co się wydarzy, za to muzykę możemy odkrywać wielokrotnie.
Jakub Karczyński

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz