21 marca 2024

CABARET VOLTAIRE


Są takie zespoły, które zna się wyłącznie z nazwy. Funkcjonują gdzieś obok nas. Nie mając jednak rozeznania człowiek nie za bardzo wie po jaki album by tu sięgnąć, aby dobrze rozpocząć tę podróż. Nie chcemy przecież już na samym początku doznać rozczarowania i zbyt wcześnie zakończyć tej przygody. Grunt to się nie zniechęcić. Pół biedy jeśli mamy do czynienia z zespołem, który posiada na swym koncie zaledwie kilka płyt, gorzej gdy przychodzi nam się zmierzyć z katalogiem liczonym w dziesiątkach. Czasami jednak szczęście się do człowieka uśmiechnie i postawi nam na drodze płytę, która wchodzi w nasz gust muzyczny jak nóż w masło.

Taka właśnie historia przydarzyła mi się ostatnio z zespołem Cabaret Voltaire. Ich szyld znałem od dawna, ale nigdy nie zebrałem się w sobie by sprawdzić co czyha za progiem. Przeglądając ofertę pewnego antykwariatu natknąłem się na okładkę płyty "Micro-Phonies" (1984), która na tyle skutecznie przykuła moją uwagę, że postanowiłem sprawdzić co też się za nią kryje. Już pierwsze dźwięki utwierdziły mnie w tym, że to odpowiedni materiał by za jego pośrednictwem wkroczyć do fonicznego świata stworzonego przez Cabaret Voltaire. Zespół wziął swą nazwę od klubu literacko - artystycznego zlokalizowanego w Zurychu. To właśnie tam swe pierwsze kroki stawiał Dadaizm, który to odrzucał wszelkie kanony i formy wypracowane na przestrzeni lat. Dawał artyście zupełną wolność i upatrywał dzieł sztuki w przedmiotach codziennego użytku. Nie brakowało w tym nurcie także miejsca na humor, ironię czy absurd. Muzyka zaproponowana na płycie "Micro-Phonies", aż tak eksperymentalna nie była co nie znaczy, że brak jej pośród ich wydawnictw. Chcąc się o tym przekonać wystarczy sięgnąć do ich wczesnych nagrań by spostrzec, że duch Dadaizmu był tam niezwykle żywy. Osobiście preferuję mniej awangardowe formy muzyczne dlatego też zamiast przedzierać się przez eksperymenty dźwiękowe, wolę zwiedzać krainy o nieco melodyjniejszych strukturach. "Micro-Phonies" w tym względzie sprawdza się idealnie. Jeśli lubisz albumy Fad Gadgeta lub Suicide, to śmiało możesz sięgnąć także i po ten. Doskonałe wyważenie proporcji sprawia, że muzyka ta momentalnie wchodzi z nami w symbiozę. Słucham jej więc raz za razem i wciąż nie mam dość. Niechaj więc ta podróż trwa, aż po nocy kres.
 
 
Jakub Karczyński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz