29 października 2014

MARIANNE FAITHFULL - GIVE MY LOVE TO LONDON (2014)


Gdy przed laty usłyszałem utwór File It Under Fun From The Past, zrobił on na mnie na tyle duże wrażenie, że stałem się miłośnikiem twórczości Marianne Faithfull. Ta starsza pani, przeżyła w swym życiu tyle, że swoją biografią mogłaby obdzielić kilka osób. Tym, którzy jej nie kojarzą, powiem tylko, że współpracowała ona z tak znamienitymi artystami jak David Bowie, Roger Waters, Nick Cave, PJ Harvey czy grupą Metallica. Prywatnie związana była przez kilka lat z Mickiem Jaggerem, a z Mickiem nie można się było nudzić. Narkotyki, papierosy i alkohol były na porządku dziennym i nocnym. Niestety związek ten nie przetrwał próby czasu, a luksusową posiadłość Jaggera, Marianne wkrótce zamieniła na squaty Soho. Mimo wielu rozrywek, cały czas uparcie pisała kolejne piosenki i wydawała płyty. Przechadzki po ciemnej stronie życia, okupione zostały narkotykowym uzależnieniem z którego leczyła się latami. Pamiątką po tych szalonych czasach, pozostał jej niski, szorstki głos, którym od lat wyśpiewuje kolejne wersy swych piosenek.

Gdy wrzuciłem pierwszy raz do odtwarzacza płytę "Give My Love To London" zastanawiałem się gdzie tym razem zabierze nas Marianne. Czy będzie to sentymentalna podróż czy może zaskoczy nas jak przed laty piosenką Sex With Strangers. Spoglądając na rozpiskę współpracowników wśród których widnieje Nick Cave, Anna Calvi czy Brian Eno upewniłem się, że czas eksperymentów Marianne ma chyba już za sobą. Zresztą i tak wszyscy czekają na porcję sentymentalnych wynurzeń, którymi od lat raczy nas ta starsza pani. W odpowiedzi na te oczekiwania, Marianne stworzyła bardzo zgrabny zbiór, który czasem otuli nas melancholią, czasem wskrzesi ducha dawnego buntu, a niekiedy uwolni tłumione latami emocje. Szkoda tylko, iż ponownie potwierdza się fakt, że kolejne albumy tej artystki nie trzymają równego poziomu. Obok piosenek wybitnie pięknych i poruszających, znajdziemy też te mniej udane, które niestety obniżają lot płyty. Prawdziwą perłą tej płyty jest niewątpliwie nagranie Late Victorian Holocaust, w którym palce maczał Nick Cave. Przejmująco wypada też druga kompozycja Cave'a Deep Water, w którym pobrzmiewa uczucie rezygnacji i dojmującego smutku. Nic dziwnego, że od kilku lat Nick stał się jej etatowym współpracownikiem, a muzyka jaką tworzą, porusza najgłębsze pokłady wrażliwości. Dla tych, którzy lubią nurzać się w melancholii, wspominając stare miłości, polecam zapoznać się z nagraniem Love More Or Less. Tym z nieco weselszym usposobieniem ... nic nie zarekomenduję, bo próżno tu szukać oznak radości i beztroski. Może najmniej depresyjnie wypada tu utwór Falling Back, w którym upatrywałbym potencjalnego singla. Niestety na jego podstawie próżno wyrabiać sobie opinię o albumie, bowiem to jedyne tak przebojowe nagranie. Reszta to większe i mniejsze smutki, którymi raczy nas Marianne. Skoro wskazaliśmy plusy, przedstawmy też i minusy. Najmniej przekonująco z całego zestawu utworów, wypada nagranie The Price Of Love, które nie jest może jakąś zapchajdziurą, ale serca jakoś mi nie skradło. Także utwór Rogera Watersa Sparrows Will Sing nie sprawił, że poczułem przyjemne mrowienie na plecach. Największym mankamentem tego albumu nie są jednak kompozycje, ale czas jego trwania. Utwory tu zawarte, rzadko przekraczają granicę czterech minut, przez co płyta nie trwa nawet trzech kwadransów. Szkoda, bo pewnych nagrań można by słuchać w nieskończoność. Cieszmy się jednak tym co mamy, bo album "Give My Love To London" wypada chyba najbardziej przekonująco z ostatnich propozycji pani Faithfull.

Zapewne jeszcze nie raz powrócę do tych nagrań, nie tylko gdy za oknem szaleje jesienna zawierucha, ale i w te pogodniejsze dni. Smakowanie tej muzyki dostarcza bowiem naprawdę wielu wrażeń. Jeśli jesteście ciekawi co ma wam do powiedzenia starsza kobieta po przejściach, usiądźcie wygodnie w fotelu i nastawcie uszu. Kto wie, może z tych opowieści, wyciągniecie też kilka mądrości dla siebie.

Jakub Karczyński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz