2 września 2017

NFD - WAKING THE DEAD (2014)

Gdy już wydawało się, że nowy album Fields Of The Nephilim jest już tylko kwestią najbliższych miesięcy (singiel Prophecy), niespodziewanie zapanowała tak długa i grobowa cisza, że zdążyłem już niemal zapomnieć o tym utworze. Szybkie tempo pracy nigdy nie było mocną stroną Carla McCoya, w przeciwieństwie do formacji NFD, która wciąż stara się podtrzymywać ogień tego typu grania. W 2014 roku wydali swój trzeci album zatytułowany "Waking The Dead". I choć od poprzednika dzieli go także niemały dystans (osiem lat), to w międzyczasie zdążyli wydać dwa mini albumy, które w jakimś stopniu zrekompensowały to oczekiwanie. Zwłaszcza "Deeper Visions" (2008) mógł się podobać, bo na "Reformations" (2013) wiało już nieco przeciętniactwem i nudą. Sytuacji nie ratował nawet cover Pink Floyd [One Slip z albumu "A Momentary Lapse Of Reason" (1987) ], któremu daleko było do uroku oryginału. Niemniej mini albumy rządzą się innymi prawami i to co nie przeszłoby na pełnoprawnym wydawnictwie, tam uchodzi płazem. 

Sięgając po "Waking The Dead", gdzieś z tyłu głowy pojawiła się obawa o poziom artystyczny tego wydawnictwa. Tak jak wspomniałem, wydane rok wcześniej "Reformation" nie napawało zbytnim optymizmem, ale wierzyłem, że na pełnoprawnym albumie zespół na tyle się zmobilizuje, że zatrze to niekorzystne wrażenie. Po pierwszym odsłuchu minę miałem jednak nietęgą bowiem absolutnie żaden utwór nie miał w sobie takiej siły by przykuć moją uwagę. Wszystkie nagrania przeleciały jak przez sito. Nie ostało się absolutnie nic. Czasem tak jednak bywa, więc nie ma co od razu się zniechęcać. Gorzej gdy nastawiamy płytę piąty raz, a efektów wciąż brak. Wtedy już pomału dociera do człowieka, że chyba już z tej tubki nic więcej nie da się wycisnąć. Jaka więc jest ta płyta? Do bólu przeciętna. Pozbawiona ciekawych i zapamiętywalnych melodii. Do tego jeszcze tak poprawna, że aż nudna. Postawiony przed plutonem egzekucyjnym może i byłbym w stanie wskazać kilka jaśniejszych elementów (utwory: Waking The Dead, Got Left Behind, Let You Fall), ale jaki jest sens rzucania koła ratunkowego nieboszczykom. Pożytek z tego żaden. To co tu daje minimalne oznaki życia, na "Dead Pool Rising" (2006) poszłoby na dno szybciej niż Titanic. Album rozpoczyna się dość odważnie bo od kompozycji tytułowej, trwającej niemal jedenaście minut. To raczej nietypowy zabieg. Takie utwory umieszcza się zazwyczaj na końcu płyty jako tak zwany cios ostateczny, który jest taką kropką nad i. Niestety siła tego ciosu nie jest w stanie zwalić nikogo z nóg, no chyba, że bierzemy przeciwnika na przetrzymanie i liczymy na to, że powali go sam czas trwania utworu. Trudno pisać mi o atutach tego albumu, bo właściwie trudno tu o takowe. Wszystko jest tak potwornie nudne, że aż sam się sobie dziwię, że dałem radę tyle razy posłuchać tego albumu. Brak tu nawet jednej kompozycji, za którą warto byłoby pójść w ogień.  Ba, sam chętnie dolałbym oliwy do ognia, byleby nie musieć dłużej katować swych uszu tą muzyką. Przykro mi to pisać, zwłaszcza w stosunku do zespołu, który darzy się pewnym poważaniem. Niestety statek z napisem NFD wpłynął na sporą mieliznę, z której chyba nie za bardzo wie jak się wydostać. Mam nadzieję, że szybko znajdą jakiś sposób, bo w przeciwnym razie jedynym miejscem gdzie dopłyną, będzie kraina wiecznego zapomnienia. Gdyby choć rzucili słuchaczowi kilka kół ratunkowych w postaci dobrych kompozycji, ten nie musiałby chwytać się przysłowiowej brzytwy by jakoś dobrnąć do końca tego albumu. A tak skazany jest albo na długą, nużącą walkę albo na szybkie utonięcie w odmętach morskiej toni.

Opity nadmiarem wody, wciąż nie mogę złapać powietrza i uwierzyć w to, że NFD obrało tak nieciekawy kurs. O takich płytach niespecjalnie chce się pisać, jeszcze mniej chce się czytać, a najlepiej w ogóle wymazałoby się je z pamięci. Zakończę już więc niniejszą recenzję, opuszczając litościwie na ten materiał kurtynę milczenia. Czasem milczenie bywa złotem, o czym przekonuje nas jak widać nie tylko to wyświechtane powiedzenie.

Jakub Karczyński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz