1. The Cramps "Psychedelic Jungle" (1981) - kto jak kto, ale zespół The Cramps to wymarzony kandydat na imprezę pod auspicjami dyń, kościotrupów i nietoperzy. Gdyby ktoś miał problemy z wymyśleniem układu tanecznego, to warto obejrzeć sobie serial Wednesday (2022), gdzie bohaterka przy dźwiękach utworu Goo Goo Muck, "podpala" niemalże parkiet. Pomimo upływu tylu lat, muzyka The Cramps wciąż broni się świetnie. Mieszanka rock & rolla, horroru i nie mniej ważnego elementu jakim jest poczucie humoru, sprawiły, że The Cramps są dziś ikoną tego typu grania.
2. Aux Animaux "Body Horror" (2023) - oto jedno z moich tegorocznych odkryć z jakim wróciłem z festiwalu Dark Decay. Ten jednoosobowy projekt zauroczył mnie swymi syntetycznymi dźwiękami jak i niesamowitą ekspresją sceniczną. Mamy tu do czynienia z muzyką, która choć okryta mrokiem, świetnie sprawdzi się też na tanecznych parkietach. Nie brak tu jednakże i chwil wytchnienia, z myślą o tych, którzy od parkietowej ekwilibrystyki wolą podpierać ściany.
3. Bratrstvo Luny "La Loba Antre Portas" (2011) - w tym miejscu mógłby pojawić się jakikolwiek album grupy XIII.Stoleti, ale jako że miało być nieco mniej przewidywalnie, sięgnąłem dziś po Bratrstvo Luny. Grają podobnie do swych bardziej znanych kolegów po fachu, śpiewają również po czesku więc zasadniczo otrzymujemy niemalże to samo. XIII.Stoleti są może nieco bardziej przebojowi, ale i tak warto posłuchać tego co proponuje Bratrstvo Luny. Ten gotycki rock choć nie grzeszy oryginalnością, powinien dobrze się sprawdzić podczas tegorocznego Halloween. W sam raz na samotny wieczór w swym zamczysku.
4. The Damned "Evil Spirits" (2018) - Halloween bez The Damned to jak pogrzeb bez nieboszczyka. No zwyczajnie czegoś brakuje. Płytą pierwszego wyboru jest tu rzecz jasna "Phantasmagoria" (1985), ale tym razem sięgniemy po bardziej współczesny dorobek zespołu, który wciąż przyprawia mnie o szybsze bicie serca. "Evil Spirits" już od pierwszych sekund wyjaśnia nam kto tu tak naprawdę rządzi na tym cmentarzu. Mroczny, przebojowy rock&roll przyprawiony punkowym sznytem, zdawał egzamin tak w latach osiemdziesiątych jak i obecnie. Duża klasa.
5. Miquel And The Living Dead "Alarm" (2005) - Polacy nie gęsi i swój horror rock mają. Mało tego, potrafią go zagrać w bardzo przekonujący i ciekawy sposób. Wkrótce nowa płyta, więc tym bardziej warto sięgnąć po to co już zespół stworzył. Ponoć "Alarm" jest tym najbardziej poważanym albumem, choć jeśli zdecydujecie się sięgnąć po jego następcę, to także nie powinniście poczuć uczucia zawodu. Kto jak kto, ale Miguel wie jak porozstawiać konkurencję po kątach.
Jakub Karczyński

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz