21 października 2026

JESIENNY ROZKWIT


Jesień w rozkwicie. Za oknem jeszcze szarość, ale liczę na to, że wzorem poprzednich dni słońce odnajdzie drogę do naszych okien. Szeptem powiem, że piękną mamy w tym roku jesień. Mam nadzieję, że nie zapeszę. Co prawda festiwal barw w koronach drzew dobiega już końca, a i na kasztany nie mamy już raczej co liczyć. Te ostatnie zostały już skrzętnie wyzbierane przez przedszkolaków i na kolejne przyjdzie nam poczekać do przyszłego roku. Na szczęście z muzyką jest zgoła odmiennie. Jej nigdy nie brakuje. Właściwie odnoszę wrażenie, że jest jej niekiedy za dużo. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale nadmiar może skutecznie przytłoczyć. Mniej znaczy więcej. To maksyma, której nieustannie się trzymam. Z czułością wspominam czasy, gdy każdy świstek prasowy, zin czy zdobyta płyta urastały do rangi trofeum. Choć czasy się zmieniły, ja po dziś dzień mam w sobie to pożądanie i szacunek do zdobytych rzeczy. Kwintesencją tego na zawsze pozostanie dla mnie wizyta we wrocławskim Empiku, gdzie pożerałem wzrokiem album, o grupie Bauhaus. Wtedy nie było mnie na niego stać, choć bardzo pragnąłem go mieć. Co prawda osłodziłem sobie nieco gorycz tej porażki jakimś mniejszym zakupem. Nie pamiętam już czy była to jakaś książka (może coś z trylogii Williama Gibsona?), gazeta "White Dwarf" (uwielbiałem gry RPG, bitewniaki, a zwłaszcza karciankę "Doom Trooper") czy może jeszcze coś innego. Czas skutecznie zatarł ten fakt w mojej pamięci, ale przedmiot pożądania wciąż jawi mi się wyraźnie, niczym współczesne zdjęcie. Po latach zakupiłem sobie pięknie ilustrowany album o grupie Bauhaus, który był nawet okazalszy od tego z mych wspomnień, niemniej tęsknimy zawsze za tym czego mieć nie możemy.


Jednym z takich muzycznych obiektów pożądania był dla mnie album "Pain Your Wagon" (1987) grupy Red Lorry Yellow Lorry. Oczywiście mówimy tu o wersji CD, bo tylko taka mnie interesuje. Długo przychodziło obchodzić mi się smakiem. Obiekt ten nawet nie pojawiał się w zasięgu mojego wzroku więc już nieco straciłem nadzieję. Wszystko zmieniło się przed paroma dniami, gdy wpisując frazę z nazwą zespołu, mym oczom ukazał się nieoczekiwanie on. Piękny, dostojny i majestatyczny, że tak pozwolę sobie nieco podkolorować rzeczywistość. Ze względu na swą unikatowość, trzeba było liczyć się ze sporym wydatkiem. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi się w tym czasie spieniężyć pewien muzyczny box, który to komuś był bardziej potrzebny niż mnie. Skorzystałem też ze środków zgromadzonych na buycoffee, a także wypłaciłem zgromadzone zaskórniaki by móc w końcu wypełnić na półce tę lukę. Tym sposobem udało mi się zebrać całą dyskografię Red Lorry Yellow Lorry na płytach CD. Łatwo nie było, ale przecież w życiu najbardziej cenimy nie to co przychodzi bez trudu, lecz to na czym spoczywa nasz krew, pot i łzy. 


Innym ciekawym nabytkiem jest także książka "Dzienniki basowe" autorstwa Piotra Pawłowskiego. Cieszę się, że udało mi się ją dorwać, bo choć od jej premiery minęło zaledwie sześć lat, to jej nakład zdążył się już wyczerpać. Kto ma ten ma, a kto chce, ten musi szukać w antykwariatach lub poprzez platformy sprzedażowe. Traf chciał, że w ostatnim czasie przypomniałem sobie o tej pozycji i  dość szybko zwęszyłem jej trop. Cena choć nieco wyższa od tej okładkowej, to i tak dużo niższa od tej w jakiej widywałem ją na internetowych aukcjach. Nie było się więc nad czym zastanawiać bo przecież w każdej chwili ktoś mógł mnie ubiec. Jak się wkrótce okazało, po moim zakupie, tytuł ten zniknął ze strony antykwariatu. Dziś znów trzeba wytężać wzrok i nastawiać uszy by wychwycić szmer jej kartek. Jeśli się na nią natkniecie, to bierzcie w ciemno bo to naprawdę ciekawa lektura przybliżająca nam nieco postać autora i jego perypetie. Nie jest to typowa biografia, lecz raczej zbiór felietonów, przemyśleń i wspomnień byłego basisty Made In Poland. Warto odnotować też fakt, że książka nie jest wolna od poczucia humoru, co tylko dodaje jej jeszcze większego kolorytu. Niestety gdzieniegdzie można też napotkać niewielkie chochliki, które jednak w żaden sposób nie są w stanie zniweczyć przyjemności płynącej z lektury tej książki. 

   

Jakub Karczyński


15 października 2026

ESCAPE WITH ROMEO


Niemiecka scena gotycka wydała na świat co najmniej kilka zespołów, które warto oświetlić nieco większym promieniem światła. Gdyby pokusić się o stworzenie muzycznej jedenastki biorąc za wzór ich piłkarską kadrę narodową, to oprócz Xmal Deutschland, Pink Turns Blue czy Love Like Blood z pewnością nie mogłoby zabraknąć też i miejsca dla Escape With Romeo. Ten wywodzący się z Kolonii zespół już na swym debiucie udowodnił, że śmiało może konkurować z najlepszymi. Stylistycznie mamy tu nieodległą podróż muzyczną, w rejony penetrowane już przez Pink Turns Blue. Nie powinno to jednak dziwić, wszak Thomas Elbern - mózg Escape With Romeo, był założycielem i współtwórcą tamtej formacji. Na beztytułowym debiucie, Elbern objawił nam się jako niezwykle zdolny kompozytor, potrafiący tak zestawić nuty na pięciolinii, że wyrastały z nich niemałe przeboje. Dowodem na to niech będzie nagranie Somebody, którym zespół wstrzelił się nie tylko w gust muzyczny swoich przyszłych fanów, ale i zawojował  nim niezależne listy przebojów oraz muzyczne parkiety. Wśród moich faworytów jest także kompozycja Sleepwalkers, która zwróciła na siebie moją uwagę już przy pierwszym odsłuchu. Trudno mi tak jednoznacznie wskazać co tak mnie w niej urzekło. Może jakiś szczególny rodzaj melancholii, który potrąca w człowieku te najbardziej czułe struny i sprawia, że nie sposób jej się oprzeć. Z kolei Don't Turn Away to murowany kandydat na singla, który wżera się w ludzki mózg nie gorzej niż kwas solny. Ani się spostrzeżemy, a dźwięki refrenu niosą się już w naszej głowie i powracają o różnych porach dnia i nocy niczym echo. Warto też wyłowić z tej dźwiękowej studni utwór Outside From Your Parties. Kto wie, czy to nie najlepsza kompozycja na tym albumie, a na pewno jedna z tych dla których warto zakupić ten album. Jak widzicie nie brak tu świetnych kompozycji, które wraz z upływem czasu nie tracą nic na swej wartości. Wszak jak śpiewała Shirley Bassey - Diamonds Are Forever. Nieźle jak na debiutantów. Pozostaje żałować, że kamień rzucony do tego muzycznego stawu nie poniósł się dalej. Bramy głównego nurtu pozostały niewzruszone, choć napierała na nie fala naprawdę dobrych dźwięków. Muzyczny mainstream rządzi się jednak nieco innymi prawami i ma też zdecydowanie inne oczekiwania względem swoich gwiazd. Nie ma jednak co rozpaczać, bowiem droga jaką w przyszłości przebędą, ujmy im w żadnym wypadku nie przyniosła. Debiutancka płyta była świetną wizytówką, wypełnioną fantastycznymi melodiami, do której przyjemnie wrócić także i dziś.  

Escape With Romeo będzie można niedługo zobaczyć w Poznaniu, w ramach imprezy "Shadow Dance Party", gdzie oprócz nich, zaprezentuje się także grupa Fangs On Fur. Zarezerwujcie sobie dzień 31 października, bo taka okazja może się szybko nie powtórzyć.  


Jakub Karczyński



PS. Serdeczne podziękowania dla Pana Piotra Króla za wspieranie mej działalności na łamach "Czarnych słońc". Doceniając Pańskie zaangażowanie, chciałbym uhonorować Pana drobnym upominkiem muzycznym. Proszę odezwać się do mnie w wiadomości prywatnej na adres kiur@wp.pl podając dane kontaktowe. 

Jeśli i Wy chcielibyście wesprzeć mój blog, możecie to zrobić pod adresem: Czarne slonca buycoffee . Zachęcam też do aktywności w komentarzach, które to niezwykle ożywiają tę przestrzeń. Bez Was, istnienie tego bloga traci jakikolwiek sens. Dziękuję za to, że jesteście.

 

02 października 2026

POWRÓT THE WOLFGANG PRESS


Jeszcze dobrze nie opadł kurz po premierze "A 2nd Shape" (2024), a już od dziś można zakupić nowy album sygnowany logiem The Wolfgang Press. Co prawda oficjalna premiera miała miejsce 24 września, ale w Polsce fizyczne nośniki dostępne są dopiero od 2 października. Płyta zatytułowana "Asylum Variations" zawiera dziewięć zupełnie premierowych kompozycji. Tytuł albumu odnosi się do kompozycji Edwarda Elgara stworzonej na przełomie 1898 i 1899 roku. Utwór ten składa się z czternastu wariacji, z których to każda część odnosi się do konkretnej osoby z najbliższego kręgu znajomych kompozytora. The Wolfgang Press zdecydowali się nawiązać do tego dzieła, bowiem jak tłumaczy Michael Allen, dostrzegł on w stworzonych utworach pewną nić, łączącą wszystkie zebrane tu utwory. Stanowią one odpowiedź na coraz bardziej niestabilny i zmienny świat, tak w formie globalnej jak i lokalnej. "Asylium Variations" jest więc emocjonalną reakcją na zachodzące zmiany oraz próbą odnalezienia się w tym nowym świecie.

Polscy fani będą mieli też niepowtarzalną okazję zobaczyć zespół na tegorocznej edycji festiwalu Soundedit, gdzie wystąpią 24.10. w łódzkim klubie Wytwórnia. Jeśli gwiazdy ułożą się w odpowiedniej konstelacji, czarny kot nie przetnie mej drogi, to powinienem być jednym z tych szczęśliwców, którzy znajdą się pod sceną. Tego samego wieczora wystąpi Marc Almond, więc tym bardziej jestem zmobilizowany by stawić się tego dnia w Łodzi. 


Jakub Karczyński


PS Nienachalnie przypominam też o możliwości wsparcia "Czarnych Słońc" poprzez stronę buycoffee. Zainteresowanych odsyłam po ten link: https://buycoffee.to/czarne-slonca. Decyzja o udzieleniu wsparcia lub też nie, to indywidualna sprawa. Nie ma obowiązku, ani żadnego przymusu. Na pieniądzach świat się ani nie zaczyna, ani nie kończy. Równie ważne, a może i ważniejsze są dla mnie komentarze jakie tu zostawiacie. Dzięki temu budujecie razem ze mną to miejsce i sprawiacie, że jest jakieś życie na osiedlu. Zaglądajcie więc tu regularnie, dzielcie się przemyśleniami i wspierajcie artystów kupując ich płyty, bilety na koncerty, merch oraz książki. To właśnie takimi działaniami realnie wspieracie twórców i pozwalacie kulturze wzrastać w siłę.