13 września 2026

KONCERTY W STEREO


Życie bywa zaskakujące i to jest właśnie w nim piękne, że wymyka się ono schematom. Niekiedy zadaje kłam naszym deklaracjom i postawom. Przekonuję się o tym za każdym razem, gdy decyduję się na zakup płyty koncertowej. Nie żadnego DVD, a zwyczajnego CD. Musicie bowiem wiedzieć, że nie jestem jakimś wielkim entuzjastą ani oglądania, ani słuchania zapisów koncertów. Może wpływ ma na to fakt, że nie mam z takim występem żadnych relacji. Nie było mnie tam, nie przeżyłem tego, w związku z czym nie mam łączników emocjonalnych, które sprawiłyby, że moje serce żywiej zacznie pompować krew. Jednakże są i wyjątki, jak choćby koncert The Cure transmitowany na żywo w telewizji, który to obejrzałem z autentycznym zaciekawieniem. Wracając jednak do płyt CD, to choć deklaruję się jako osoba, która nie przepada za płytami koncertowymi, nie oznacza, że nie kupuję takowych wydawnictw. Co zatem sprawia, że wyciągam po nie rękę? Zazwyczaj wpływ na to ma moje uwielbienie do danego zespołu, czasem atrakcyjna cena (jak w przypadku płyty The Alarm "Greatest Hits Live" - 9,99 zł), a czasem czynniki, których nie jestem w stanie objąć żadnymi kategoriami.

Jakby tego było mało, w ostatnim czasie zakupiłem nawet koncertowy bootleg. Takich wydawnictw to już w ogóle z założenia nie zbieram. Bootleg to rzecz przeznaczona dla najbardziej zagorzałych fanów, którzy muszą mieć niemal wszystko, co spłodzili ich ulubieńcy. Osobiście nie mam takich ciągot, ale jak widać od każdej reguły jest też i wyjątek. Nieoficjalny koncert grupy Rubicon, zarejestrowany w 1992 roku, to rzecz nie tylko warta uwagi, ale i posiadania. Zacznijmy od tego, że zespół Rubicon w czasie swej działalności nagrał zaledwie dwie płyty i żadna z nich nie była wydawnictwem koncertowym*. Już sam ten fakt sprawia, że mamy niepowtarzalną okazję usłyszeć to jak grupa prezentowała się na żywo. Rubicon jak wiecie lub nie wiecie, powstał po rozpadzie Fields Of The Nephilim. Carl McCoy poszedł własną drogą, a pozostali muzycy zatrudnili na wokal Andy'ego Delany i rozpoczęli działalność pod nowym szyldem. Ich debiut "What Start's, Ends" (1992) to rzecz dziś już mocno przykurzona, ale kto zna, ten wie, jak świetne nuty na nim zestawiono. Rubicon nie starał się być kopią Fields Of The Nephilim. Poszli swoją drogą, porzucając gotyckie brzmienia na rzecz alternatywy, bliższej dokonaniom Pearl Jam i scenie grunge, który w tym czasie był na fali. Zrobili to jednak po swojemu i choć nie udało im się utrzymać na powierzchni, to pozostawili po sobie dwa niezwykle interesujące albumy. Rzeczony bootleg uchwycił ich tuż po wydaniu debiutu, stąd też mamy tu program z owej płyty, ale i dwa nagrania, których próżno na nim szukać - New One, które na Discogsie opisane jest jako Standing Alone oraz Chains występujące tamże jako Chains Are Gone. Właśnie takie smaczki dodają takim wydawnictwom wartości i sprawiają, że wracamy do nich tych chętniej. Na słowa szczególnego uznania zasługuje jakość nagrań, które jak na bootleg prezentują się nadzwyczaj dobrze. Widać, że ten kto przyłożył do tego rękę, musiał mieć dostęp do konsolety realizatorskiej. Być może to sam realizator utrwalił ten występ pokątnie, by mieć pamiątkę, a może przyświecały mu bardziej merkantylne pobudki. Tego już się nie dowiemy. Na Discogsie ktoś w komentarzach do tego wydawnictwa dopisał, że koncert ten odbył się dnia 30 listopada w Niemczech, w mieście Essen. Podał nawet miejsce - Zeche Carl. Sprawdziłem co to za miejsce i wyszło, że to ośrodek kultury założony przez Radę Essen, w dawnej kopalni węgla. Działa ponoć po dziś dzień.


Jako lekturę na tegoroczną jesień polecam cykl Southern Reach, na który to składają się cztery tomy. Pierwszym jest "Anihilacja", opowiadająca o tajemniczej strefie X, która pochłania coraz większe połacie naszej planety. Jedenaście ekspedycji wysłanych do strefy, zakończyły się śmiercią lub szaleństwem jej uczestników. Dwunasta ma być inna. Postapokaliptyczne pejzaże, tajemnicza budowla, poczucie zagrożenia i wszechobecna nieufność, to tylko niewielki wyciąg z tego co na was tu czeka. Jestem świeżo po lekturze pierwszego tomu i z przyjemnością zanurzę się w kolejnym. Zachęcam przyjrzeć się temu cyklowi. Może i was pochłonie.


Z kolei od siostry otrzymałem rekomendację by zapoznać się z książką "Ai_gorytm". Dobrze się składa, bowiem od pewnego czasu, odczuwałem potrzebę przeczytania jakiejś książki science-fiction, a w księgarniach niestety ten gatunek przegrywa z fantasy. Poza klasykami w rodzaju Asimova, Dicka czy Lema, raczej ze świecą szukać nowych autorów. Szkoda, bowiem science-fiction daje dużo ciekawsze możliwości fabularne, ale przy okazji jest też nieco bardziej wymagająca. Być może właśnie w tym tkwi szkopuł jej mniejszej popularności wśród czytelników.

 

* W 1993 roku ukazało się co prawda wydawnictwo "Live At Onsnabruck City Hall 2.4.93", ale było ono przeznaczone wyłącznie dla członków fanklubu. Wydano to w formie kasety magnetofonowej, której wytłoczono zaledwie 200 kopii, więc dziś jest to sporej wartości unikat. Czy pojawiło się też w innych formatach? Tego nie wiem, ale obstawiam, że w związku z niewielkim nakładem, mogło się ono ograniczyć tylko do kasety magnetofonowej.       

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz