Jakub Karczyński
PS Pokłosiem i niebywałym sukcesem tego wydawnictwa jest fakt, że skłoniło mnie ono do sięgnięcia do oryginalnych twórców. Na pierwszy ogień idą The Kinks, a potem kto wie co dalej.
Jakub Karczyński
PS Pokłosiem i niebywałym sukcesem tego wydawnictwa jest fakt, że skłoniło mnie ono do sięgnięcia do oryginalnych twórców. Na pierwszy ogień idą The Kinks, a potem kto wie co dalej.
1. Przede wszystkim WOLNOŚĆ. Mając w domu odtwarzacz CD i kolekcję płyt, to ty jesteś właścicielem muzyki. Nie musisz płacić comiesięcznego haraczu, a także nie jesteś na łasce serwisu, ani artystów, którzy w każdym momencie mogą wycofać z niego swoją muzykę. Do domowej kolekcji masz dostęp tylko ty i ewentualnie twoi najbliżsi.
2. BRAK REKLAM. Nie musisz nikomu nic płacić, aby nie emitowano ci reklam. Nikt z nas nie lubi nachalnych reklam, które współczesny świat stara się nam wpychać na wszelkie możliwe sposoby. Gdzie by się człowiek nie obrócił, wszędzie reklamy dlatego też przestrzeń, która jest ich pozbawiona jest szczególnie cenna.
3. INTERNET to nieodzowny element potrzebny by skorzystać z platform streamingowych. Jeśli go zabraknie, możecie sobie co najwyżej pomarzyć o słuchaniu muzyki. Innym irytującym aspektem jest chwilowa utrata sieci i oczekiwanie na jej powrót. Pół biedy, gdy jest to sytuacja jednostkowa, gorzej gdy tracimy ją średnio co pięć minut. Do słuchani muzyki z domowego stereo wystarczy prąd i kolekcja niezniszczonych płyt.
4. CD to JAKOŚĆ dźwięku, która pozostaje niezmienna bez względu na upływający czas i eksploatację nośnika, czego nie można powiedzieć o czarnych płytach. Miłośnicy winyli cenią sobie ten nośnik ze względu na ciepłe, analogowe brzmienie, które ponoć najwierniej oddaje nagrany dźwięk. Może i racja, ale szczerze mówiąc, słuchając muzyki z płyt CD, nie martwi mnie sterylne, czyste brzmienie, bo skupiam się na kompozycjach, a nie na walorach dźwięku. Winylowe bractwo zapomina też, że każdy odsłuch winyla obniża jego jakość, czego nie można powiedzieć o użytkowaniu płyt CD.
5. Namacalna GRAFIKA. W przeciwieństwie do mini graficzek wyświetlanych w serwisach streamingowych, płyty CD, a zwłaszcza winyle oferują nam piękne grafiki, które niejednokrotnie są małymi dziełami sztuki. Co ważne, można je podziwiać bez konieczności dostępu do internetu.
6. Aspekt KOLEKCJONERSKI, to kolejna wartość dodana do nośników fizycznych, który potrafi przerodzić się w życiową pasję. Zdobywanie kolejnych płyt, kompletowanie dyskografii ulubionych zespołów czy twórców, wyznacza nam cel, któremu próbujemy sprostać. Im rzadsza płyta tym więcej energii i środków potrzeba na jej zdobycie, ale gdy już nam się to uda, zyskujemy nie tylko kolejny nabytek do kolekcji, ale i ogrom satysfakcji. Przypomina to nieco polowanie, ale w odróżnieniu od niego, tutaj nikt nie traci życia lecz co najwyżej nieco pieniędzy.
7. SKUPIENIE uwagi. Słuchanie muzyki z fizycznych nośników wymaga od nas pewnego zaangażowania w ten proces. Oddajemy się temu podobnie jak lekturze książki, stąd też poświęcamy mu maksimum naszej uwagi. W przypadku słuchania muzyki z serwisów streamingowych o naszą percepcję walczą w tym czasie też inne aplikacje zainstalowane w telefonie.
8. Kolekcjonowanie płyt to także INWESTYCJA. Streaming wymusza nieustanne wydatkowanie pieniędzy użytkownika jeśli chce mieć on dostęp do jego zasobów, podczas gdy zakup płyty to wydatek jednorazowy. Zebrana w ten sposób kolekcja po latach może okazać się niezwykle cenna, z uwagi na fakt, że wiele z tych płyt nie będzie już dostępnych w powszechnym obiegu. Nawet jeśli zostaną wznowione, to i tak stare edycje są dla kolekcjonerów szczególnie cenne.
9. INWIGILACJA w dobie internetu to rzecz tak powszechna, że chyba już nikogo nie dziwi, że nasze wybory są skrupulatnie odnotowywane przez korporacje. Nie każdy jednak ma ochotę dzielić się każdym aspektem swojego życia, stąd też poszukiwanie azylu nie wydaje się niczym dziwnym. Muzyka słuchana z płyt CD czy winyli zapewnia nam całkowitą prywatność. No chyba, że mieszkamy w bloku i słuchamy muzyki wyjątkowo głośno przez ściany, sufit i podłogę. Wtedy to nasze preferencje muzyczne pozna kilku najbliższych sąsiadów. Gwarantuję że większość z nich zachowa tę wiedzę dla siebie, a tylko nieliczni podzielą się nią z dyspozytorem miejscowej policji.
10. Płyty to także WSPOMNIENIA. Przechowują w sobie nie tylko muzykę, ale i niekiedy łączą się z przeszłością, przypominając nam o miejscach, ludziach czy okolicznościach ich zakupu. W przypadku serwisów streamingowych czy plików mp3 takowy łącznik po prostu nie ma racji bytu.
Mam nadzieję, że dość dokładnie odpowiedziałem na pytanie zawarte w tytule tego posta i wyjaśniłem moją motywację w temacie zbierania płyt. Kto wie, może wydrukuję sobie najważniejsze hasła tego dekalogu na jakiejś koszulce i w razie pytania, obnażę ją jak nie przymierzając ekshibicjonista, by tym samym zaspokoić ciekawość pytającego. Może skłoni go to do refleksji nad światem w jakim przyszło nam żyć, gdzie prawo do prywatności gwałcone jest na każdy kroku, a nasze dane wędrują z rąk do rąk. Niby się na to godzimy udzielając zgód marketingowych, ale czy tego chcemy? Czy o takim świecie marzyliśmy? Czy czujemy się w nim bezpiecznie i komfortowo? Na te pytania, niech każdy odpowie sobie sam.
Jakub Karczyński
PS Jeśli chcielibyście wesprzeć moją działalność piśmienniczą, zachęcam do udzielenia kawowego wsparcia poprzez stronę BUYCOFFEE_CZARNE-SLONCA
Gorzej ma się sprawa z kolejną płytą. Czas zatem na drugą, bardziej spektakularną wtopę. Coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy i mam nadzieję, że ostatni. Dotychczasowe zakupy płytowe najczęściej realizowałem poprzez Allegro, Oldskul, Discogs, Serpent, Empik, Amazon czy OLX. Dochodziły do mnie jednak słuchy, że warto też zajrzeć na Vinted, gdzie także można trafić na ciekawe płyty. Od pomysłu do realizacji droga bywa niekiedy krótka, stąd też po szybkiej rejestracji dokonałem pierwszego zakupu. Płyta, która padła moim łupem, okazała się zaskakująco tania. Sam się dziwię, że już na tym etapie nie zapaliła mi się lampka ostrzegawcza. Pierwsze co mnie zaskoczyło, to fakt, że album przyjedzie do mnie z terytorium Rumunii. Sądziłem, że kupuję płytę od kogoś z Polski. Przyznaję, że nie sprawdziłem tego zbyt dokładnie. Czekałem więc cierpliwie i w końcu przyszedł ten dzień, gdy z paczkomatu odebrałem przesyłkę. Gdy przedarłem się przez opakowanie, mym oczom ukazał się on. Album "The Changeling" (1982) sygnowany przez Toyah czyli żonę Roberta Frippa (King Crimson), którym okazał się być zwykłym ruskim piratem. Na początku było zaskoczenie, wkurzenie i złość, ale gdy zerknąłem na opis produktu, szybko okazało się, że sprzedawca nie ukrywał jego nieautentyczności. To ja okazałem się zwykłym matołem, który wiedziony emocjami, wspiął się na wyżyny głupoty i oszukał sam siebie. Nie bądźcie zatem jak ja, czytajcie opisy, a unikniecie rozczarowań. I z tą życiową mądrością was dziś pozostawiam, życząc roztropności i rozwagi podczas przemierzania muzycznej dżungli.
Jakub Karczyński
Jakub Karczyński
Jakub Karczyński