Po wyjęciu zawartości z koperty, mogłem już odetchnąć, że album "Alive" od Public Image Limited dotarł bezpiecznie do stacji końcowej. Swoją drogą, to nie wiem czy w Anglii nie mają kopert bąbelkowych czy może zawartość przesyłek traktowana jest tam z należytym szacunkiem, ale dość powiedzieć, że album dotarł do mnie bez jakichkolwiek uszkodzeń. Pytanie czy byłoby tak, gdyby wydano go w plastikowym pudełku, a nie w kartoniku. Jeśli już jesteśmy przy formie wydania, to jest ona niezwykle skromna. Zabrakło nawet nazwy i tytułu płyty na grzbiecie. Książeczka dołączona do wydawnictwa to chyba zbyt szumna nazwa, bo to zaledwie dwie strony wypełnione w większości małymi zdjęciami. Na szczęście znalazło się też miejsce na listę nagrań oraz przedstawienie bohaterów biorących czynny udział w nagraniu tej płyty. Za to niezwykle oszczędne w formie wydawnictwo, przyszło mi zapłacić w przeliczeniu na złotówki coś koło 150 zł. Jeśli doliczymy cło w wysokości 33 zł, to wychodzi nam cena jak za porządnego winyla. Sami przyznacie, że to lekka przesada, ale tłumaczę sobie to niskim nakładem, a jak wiadomo im mniejsza liczba kopii, tym więcej trzeba zapłacić za wytłoczenie egzemplarza. Sądzę jednak, że wraz z upływem czasu, wartość kolekcjonerska tego wydawnictwa będzie tylko rosła. Wpływ na to ma fakt, że nie zostało to wpuszczone do masowej sprzedaży, wielkość nakładu jak sądzę była symboliczna, stąd też każdy kto ma ten album w swojej kolekcji, niechaj na niego chucha i dmucha. Na album składa się trzynaście kompozycji zarejestrowanych podczas ubiegłorocznej trasy. Dwa nagrania pochodzą z wrocławskiego koncertu, na którym to miałem przyjemność być. Jest to więc dla mnie tym bardziej ważne wydawnictwo, do którego przyjemnie będzie wrócić za kilka lat. Na albumie "Alive" odnajdziecie takie killery jak Home, World Destruction, This Is Not A Love Song, Death Disco, Warrior, Public Image czy choćby Rise. Słucha się tego znakomicie, a nagrania choć pochodzą z różnych miast, tworzą spójną całość. Jeśli jednak chcielibyście się przekonać jak to wygląda na żywo, to wkrótce będzie szansa. Już w maju PIL przyjedzie do Polski na cztery koncerty. Zagrają w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie i Krakowie. Sprawdźcie co John i jego koledzy mają do zaproponowania swoim fanom na żywo. Jeśli lubisz szalony świat dźwięków Johna Lydona, to nie może cię tam zabraknąć. Kto wie, kiedy nadarzy się kolejna taka okazja.
Jakub Karczyński
PS Wirtualna kawa wsparcia dostępna niezmiennie pod adresem https://buycoffee.to/czarne-slonca. Serdeczne podziękowania dla Pana Piotra, za docenienie mojej pracy. Miło widzieć, że ta moja pisanina jest komuś do czegoś potrzebna. Abstrahując od kawowego wsparcia, to najbardziej cieszy mnie interakcja z Wami. Zostawiajcie więc swoje komentarze, dzielcie się przemyśleniami jak i ciekawymi historiami sprzed lat. Niech to miejsce tętni życiem.






