Jakub Karczyński
25 kwietnia 2026
TOWARZYSTWO TANECZNE
22 kwietnia 2026
MICK
Jakub Karczyński
PS Osoby zainteresowane postawieniem mi wirtualnej kawy serdecznie zapraszam pod ten adres https://buycoffee.to/czarne-slonca. Wsparcie na zasadzie co łaska. Niezależnie od tego macie cały czas nieograniczony dostęp do całej zawartości bloga. Rozważam jednak uhonorowanie w jakiś szczególny sposób moich darczyńców. Pomysł zakiełkował, teraz tylko czekać na jego rozkwit.
14 kwietnia 2026
KONCERTÓWKA
Po wyjęciu zawartości z koperty, mogłem już odetchnąć, że album "Alive" od Public Image Limited dotarł bezpiecznie do stacji końcowej. Swoją drogą, to nie wiem czy w Anglii nie mają kopert bąbelkowych czy może zawartość przesyłek traktowana jest tam z należytym szacunkiem, ale dość powiedzieć, że album dotarł do mnie bez jakichkolwiek uszkodzeń. Pytanie czy byłoby tak, gdyby wydano go w plastikowym pudełku, a nie w kartoniku. Jeśli już jesteśmy przy formie wydania, to jest ona niezwykle skromna. Zabrakło nawet nazwy i tytułu płyty na grzbiecie. Książeczka dołączona do wydawnictwa to chyba zbyt szumna nazwa, bo to zaledwie dwie strony wypełnione w większości małymi zdjęciami. Na szczęście znalazło się też miejsce na listę nagrań oraz przedstawienie bohaterów biorących czynny udział w nagraniu tej płyty. Za to niezwykle oszczędne w formie wydawnictwo, przyszło mi zapłacić w przeliczeniu na złotówki coś koło 150 zł. Jeśli doliczymy cło w wysokości 33 zł, to wychodzi nam cena jak za porządnego winyla. Sami przyznacie, że to lekka przesada, ale tłumaczę sobie to niskim nakładem, a jak wiadomo im mniejsza liczba kopii, tym więcej trzeba zapłacić za wytłoczenie egzemplarza. Sądzę jednak, że wraz z upływem czasu, wartość kolekcjonerska tego wydawnictwa będzie tylko rosła. Wpływ na to ma fakt, że nie zostało to wpuszczone do masowej sprzedaży, wielkość nakładu jak sądzę była symboliczna, stąd też każdy kto ma ten album w swojej kolekcji, niechaj na niego chucha i dmucha. Na album składa się trzynaście kompozycji zarejestrowanych podczas ubiegłorocznej trasy. Dwa nagrania pochodzą z wrocławskiego koncertu, na którym to miałem przyjemność być. Jest to więc dla mnie tym bardziej ważne wydawnictwo, do którego przyjemnie będzie wrócić za kilka lat. Na albumie "Alive" odnajdziecie takie killery jak Home, World Destruction, This Is Not A Love Song, Death Disco, Warrior, Public Image czy choćby Rise. Słucha się tego znakomicie, a nagrania choć pochodzą z różnych miast, tworzą spójną całość. Jeśli jednak chcielibyście się przekonać jak to wygląda na żywo, to wkrótce będzie szansa. Już w maju PIL przyjedzie do Polski na cztery koncerty. Zagrają w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie i Krakowie. Sprawdźcie co John i jego koledzy mają do zaproponowania swoim fanom na żywo. Jeśli lubisz szalony świat dźwięków Johna Lydona, to nie może cię tam zabraknąć. Kto wie, kiedy nadarzy się kolejna taka okazja.
Jakub Karczyński
PS Wirtualna kawa wsparcia dostępna niezmiennie pod adresem https://buycoffee.to/czarne-slonca. Serdeczne podziękowania dla Pana Piotra, za docenienie mojej pracy. Miło widzieć, że ta moja pisanina jest komuś do czegoś potrzebna. Abstrahując od kawowego wsparcia, to najbardziej cieszy mnie interakcja z Wami. Zostawiajcie więc swoje komentarze, dzielcie się przemyśleniami jak i ciekawymi historiami sprzed lat. Niech to miejsce tętni życiem.
08 kwietnia 2026
W OKU LUNETY
Na szczęście w tym przypadku obyło się bez rozlewu krwi. Strzał o, którym chcę napisać parę słów, oddałem w kierunku srebrnej płyty, a nie zwierzęcia. Szczerze mówiąc, nie planowałem tego polowania, ale czasem zwierzyna sama podejdzie pod broń, no i jak tu nie skorzystać z okazji. Wyznaję zasadę piłkarską, że niewykorzystane okazje się mszczą, więc lepiej nie ryzykować. Z głośników rozbrzmiewa właśnie beztytułowy debiut Escape With Romeo i powiem, że jestem nim urzeczony. Co prawda, słucham go dopiero trzeci raz, ale już zdążyłem wyłapać tu kilka na tyle interesujących nut, że daje tej płycie duży kredyt zaufania. To właśnie tu znajduje się utwór Somebody, który to stał się dość sporym przebojem i zarazem wizytówką grupy. Mnie jednak dużo bardziej do gustu przypadło nagranie Sleepwalkers, które to jest prawdziwą ozdobą tej płyty. Jest w nim jakiś taki magnetyzm, który każe mi wracać do niego raz za razem. Równie świetnie wypada kolejne nagranie Don't Turn Away, które na albumie znajdziemy w dwóch odsłonach. Jedno z nich to tak zwany hidden track, który różni się tym, że jest o trzy minuty dłuższy od oficjalnej wersji albumowej. Ukryty jest na samym końcu płyty, tuż po nagraniu Coma Beach. Muzycznie album spowinowacony jest to nieco z Pink Turns Blue, ale nie powinno to chyba nikogo dziwić, wszak lider Escape With Romeo (Thomas Elbern), był niegdyś gitarzystą i kompozytorem tejże grupy. Entuzjaści twórczości Pink Turns Blue mogą więc brać w ciemno płyty Escape With Romeo, a fani tych ostatnich nie powinni poczuć rozczarowania zgłębiając dorobek Pink Turns Blue. No może z wyjątkiem albumu "Eremite" (1989), który jest dość wymagający i nie polecałbym nikomu zaczynać od niego swej podróży, aby nie zakończyć przedwcześnie tej znajomości. W przypadku Escape With Romeo wystrzegałbym się albumu "Blast Of Silence" (1996), który może dać mylny obraz twórczości tejże grupy. Jego taneczny podkład jakoś nie skleja mi się zupełnie z zawartością muzyczną. Tak jakby muzycy na siłę chcieli połączyć ogień z wodą. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że podczas tych prób, nie zorientowali się, że to po prostu niewykonalne. Zdecydowanie lepiej zacząć od debiutu lub płyty "Love Alchemy" (2002), które dość dobrze nakreślą nam stylistyczne ramy, w jakich zamyka się twórczość grupy. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z ich muzyką, to zachęcam do wykonania pierwszego kroku. Jak to mówią, lepiej późno, niż wcale.
Jakub Karczyński
21 marca 2026
FABRYKA MUZYKI KALENDARZOWEJ
11 marca 2026
STIV
05 marca 2026
PŁYTOWE SEKRETY
"Selectadisc" to obiekt, którego próżno dziś już szukać na mapie Londynu. Znajdziecie go jednak na okładce płyty "(What's The Story) Morning Glory?" grupy Oasis. Widać go po lewej stronie ulicy. Warto też przyjrzeć się okładce reedycji, która przedstawia jej obecny widok. Co prawda "Selectadisc" zniknęło już z krajobrazu Berwick Street, ale spójrzcie tylko co mieści się po drugiej stronie ulicy. Bez większego problemu można dostrzec szyld sklepu "Sister Ray", z którego to dotarła do mnie niedawno płyta T.S.O.L. "Beneath The Shadows" (1982). Jak widać życie nie znosi próżni i w miejsce jednego sklepu z płytami powstał kolejny, który niejako kontynuuje tę piękną tradycję. Jeśli kiedyś zawitam w te strony, z pewnością do niego zajrzę, bo czuję, że skrywa on w sobie mnóstwo muzycznych skarbów, które warto byłoby mieć na swej półce. Póki co, pozostaje mi odwiedzić moje lokalne sklepy z płytami, które również potrzebują naszego wsparcia.
Jakub Karczyński






