23 czerwca 2026

DARK DECAY FESTIVAL


Ciemność widzę, ciemność! Ten kultowy tekst pochodzący z "Seksmisji" poza walorami humorystycznymi idealnie pasowałby mi też jako reklama nadchodzącego festiwalu Dark Decay. Pierwsza edycja tej imprezy odbędzie się już za dwa dni w Poznaniu. Między 25 - 27 czerwca klub "2Progi" (Al. Niepodległości 36) wezmą we władanie wszelkiej maści strzygi, zombie i nietoperze, a scenę obejmą:

Soror Dolorosa (FR)

Selofan (GR)

Psyche (CA)

Christ vs Warhol (US)

Days Of Sorrow (DE)

Chaos International* (GB/PL)

Date At Midnight (IT)

This Eternal Decay (IT)

Soft Scent (IT)

Ductape (TR)

Aux Animaux (SE)

Kurschatten (DE)

Bragolin (NL)

Rosengarden Funeral Party (US)

After The Sin (PL)

Poza koncertami będzie też okazja do rozruszania na parkiecie swych zesztywniałych kości. O odpowiednie naoliwienie stawów, zadba grupa doborowych DJ-ów. Nikt zatem na Dark Decay nie powinien się nudzić. Jeśli jeszcze nie zakupiliście biletów, to macie ostatnią szansę by zrobić to nieco taniej, niż w dniu festiwalu. W pogodzie najbliższe dni zapowiadają się niezwykle upalnie, natomiast w "2Progach" powieje chłodem jakiego jeszcze tam nie widziano. Polecam zajrzeć.


Jakub Karczyński


* Z powodów zdrowotnych występ zespołu No More został odwołany. W jego miejsce pojawi się Chaos International.

18 czerwca 2026

TRADYCJA


Jutro czeka mnie voyage, voyage do Wrocławia na występ Anji Huwe. Przed niespełna rokiem, jechałem do Wrocka na Public Image Ltd, a teraz by obejrzeć inną legendę, tworzącą niegdyś Xmal Deutschland. Pomału robi się z tego piękna tradycja. Anja w ostatnim czasie dość często pojawia się w Polsce. Była jedną z gwiazd ostatniej edycji festiwalu Soundedit, ale wtedy nasze ścieżki się nie przecięły. Mając do wyboru tylko jeden festiwalowy dzień, zdecydowałem się na ten, gdzie grali The Chameleons, Fields Of The Nephilim i 1984. Wychodzi na to, że postawiłem na właściwego konia, bo to co mnie ominęło w ubiegłym roku, będzie okazja nadrobić już jutro. Oczywiście nie wszystko, bo przecież Gavin Friday też przeszedł mi wtedy koło nosa, czego ogromnie żałuję. Może jeszcze będzie kiedyś okazja go zobaczyć. W tym roku za to ostrzę sobie zęby na The Wolfgang Press i Marca Almonda, którzy uświetnią tegoroczną edycję Soundedit. 

Wracając jednak do Anji Huwe, to jej powrót na scenę, to zasługa Mony Mur. To ona przekonała ją by wrócić do śpiewania, za co wszyscy powinniśmy być jej dozgonnie wdzięczni. Gdyby nie ona, nie powstałaby przecież solowa płyta Anji "Codes" (2024), w której to Mona miała także swój udział. To właśnie ten album będzie promować jutro nasza bohaterka, ale zapewne znajdzie się też i miejsce dla kilku utworów jej macierzystej formacji. Miejsce, w którym wystąpi - Stary Klasztor, to wprost idealna lokalizacja dla takiej muzyki. Miałem przyjemność oglądać tam i Wayne'a Husseya jak i Clan Of Xymox, a teraz przyjdzie i czas na Anję Huwe. Supportem będzie rodzimy Closterkeller i jest to jak najbardziej zrozumiała decyzja, bowiem swój pseudonim, Anja Orthodox zawdzięcza właśnie Anji Huwe. Closterkeller w początkach działalności mocno inspirował się takim falowym graniem. Szkoda, że dziś płyną już w zupełnie innym kierunku, bo co by nie mówić o grupie Closterkeller, to faktem jest, że wykonała ona niesamowitą pracę, dzięki której gotyk wdarł się do polskich domostw. Czy to dobrze, czy to źle, niechaj każdy rozsądzi sam. Tymczasem ja wracam do przesłuchiwania płyt Xmal Deutschland, Anji Huwe i może zdmuchnę w końcu kurz z płyty "Argento" (2025). Lepszej okazji już chyba nie będzie, by zmierzyć się z ostatnim albumem Closterkellera.  


Jakub Karczyński 

12 czerwca 2026

MEMENTO MORI DANCE CLUB


Niezwykle rzadko zdarza mi się sięgać po muzykę folkową, a tym bardziej poświęcić jej parę słów na blogu. Piętnaście lat wstecz było nieco inaczej, bowiem fascynowały mnie tego typu dźwięki. Jednym z obowiązkowych punktów był dla mnie festiwal Ethno Port, który w tamtym czasie odbywał się w Starym Korycie Warty. Przy pięknej pogodzie, można było się tam poczuć niezwykle komfortowo i zapomnieć na chwilę, że jesteśmy w środku miasta. Atmosfera pełnego wyluzowania, wokół uśmiechnięci i roztańczeni ludzie, a na scenie artyści z różnych stron świata. Chodziło się tam na wszystko, bo przecież mało kto znał tych twórców. I właśnie ta podróż w nieznane, stanowiła o wielkiej sile tego festiwalu. Ethno Port wciąż gra, tyle tylko, że zmienił miejsce. Teraz urzęduje w Centrum Kultury Zamek. Zmiana ta na tyle mnie oburzyła i zniesmaczyła, że obraziłem się na festiwal i nie uczestniczę już w tym wydarzeniu. Może jeszcze kiedyś tam zawitam, ale póki co mam inne priorytety jak choćby pierwszą edycję trzydniowego festiwalu Dark Decay. Jest to mój absolutny priorytet, więc reszta musi zejść na dalszy plan. Muzyka folkowa jednak chcąc nie chcąc, wdziera się ostatnio w moje życie coraz śmielej. Zaczęło się od zakupu "Pisma folkowego", z którego to chciałem zaczerpnąć nieco świeżych informacji, o tym co teraz rozpala wyobraźnię folkowych dziennikarzy. Jednak to nie tam natknąłem się na zespół, który przyciągnął moją uwagę najpierw nazwą, później okładką, a na koniec muzyką. Przeglądając przypadkiem ofertę pewnego sklepu internetowego, mój wzrok zatrzymał się na tej intrygującej nazwie. Sam koncept był również na tyle frapujący i tak odległy od tego wszystkiego z czym mamy zazwyczaj do czynienia w muzyce popularnej, że nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Pomysł by w pieśniach religijnych odkrywać ich taneczny pierwiastek, jest tyleż szalony co intrygujący. Nie chodzi tu jednak o muzykę dyskotekową, lecz o polonezy i mazurki, które to podrywały niegdyś ludziom nogi do tańca. Zestawienie tych z pozoru nieprzystających do siebie elementów, dało niesamowity efekt. Właśnie czegoś takiego oczekuję od polskiej muzyki. Nie powielania anglosaskich wzorców, które może i robią wrażenie, ale w żaden sposób nie wytyczają nowych dróg. Cieszę się, że nie brak w naszym kraju otwartych głów, gotowych przemierzać mało uczęszczane szlaki. Nie jest to muzyka, do której będziemy wracać dzień w dzień, jak do letnich przebojów. Tu potrzebne jest skupienie i odpowiednie warunki. Deszczowe, pochmurne lato lub jesienna słota, będą tu najlepszymi sprzymierzeńcami. Dajcie się namówić na tę podróż. Kto wie, może odkryjecie coś, czego nie spodziewaliście się znaleźć. To właśnie jest piękno muzyki.


Jakub Karczyński


PS Zainteresowanych wsparciem "Czarnych słońc" odsyłam pod ten adres:  https://buycoffee.to/czarne-slonca. Zachęcam też do aktywności w komentarzach, bo właśnie tę formę wsparcia cenię sobie najbardziej. Za każde dobre słowo z góry serdecznie dziękuję.