12 czerwca 2026

MEMENTO MORI DANCE CLUB


Niezwykle rzadko zdarza mi się sięgać po muzykę folkową, a tym bardziej poświęcić jej parę słów na blogu. Piętnaście lat wstecz było nieco inaczej, bowiem fascynowały mnie tego typu dźwięki. Jednym z obowiązkowych punktów był dla mnie festiwal Ethno Port, który w tamtym czasie odbywał się w Starym Korycie Warty. Przy pięknej pogodzie, można było się tam poczuć niezwykle komfortowo i zapomnieć na chwilę, że jesteśmy w środku miasta. Atmosfera pełnego wyluzowania, wokół uśmiechnięci i roztańczeni ludzie, a na scenie artyści z różnych stron świata. Chodziło się tam na wszystko, bo przecież mało kto znał tych twórców. I właśnie ta podróż w nieznane, stanowiła o wielkiej sile tego festiwalu. Ethno Port wciąż gra, tyle tylko, że zmienił miejsce. Teraz urzęduje w Centrum Kultury Zamek. Zmiana ta na tyle mnie oburzyła i zniesmaczyła, że obraziłem się na festiwal i nie uczestniczę już w tym wydarzeniu. Może jeszcze kiedyś tam zawitam, ale póki co mam inne priorytety jak choćby pierwszą edycję trzydniowego festiwalu Dark Decay. Jest to mój absolutny priorytet, więc reszta musi zejść na dalszy plan. Muzyka folkowa jednak chcąc nie chcąc, wdziera się ostatnio w moje życie coraz śmielej. Zaczęło się od zakupu "Pisma folkowego", z którego to chciałem zaczerpnąć nieco świeżych informacji, o tym co teraz rozpala wyobraźnię folkowych dziennikarzy. Jednak to nie tam natknąłem się na zespół, który przyciągnął moją uwagę najpierw nazwą, później okładką, a na koniec muzyką. Przeglądając przypadkiem ofertę pewnego sklepu internetowego, mój wzrok zatrzymał się na tej intrygującej nazwie. Sam koncept był również na tyle frapujący i tak odległy od tego wszystkiego z czym mamy zazwyczaj do czynienia w muzyce popularnej, że nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Pomysł by w pieśniach religijnych odkrywać ich taneczny pierwiastek, jest tyleż szalony co intrygujący. Nie chodzi tu jednak o muzykę dyskotekową, lecz o polonezy i mazurki, które to podrywały niegdyś ludziom nogi do tańca. Zestawienie tych z pozoru nieprzystających do siebie elementów, dało niesamowity efekt. Właśnie czegoś takiego oczekuję od polskiej muzyki. Nie powielania anglosaskich wzorców, które może i robią wrażenie, ale w żaden sposób nie wytyczają nowych szlaków. Cieszę się, że nie brak w naszym kraju otwartych głów, gotowych przemierzać mało uczęszczane szlaki. Nie jest to muzyka, do której będziemy wracać dzień w dzień, jak do letnich przebojów. Tu potrzebne jest skupienie i odpowiednie warunki. Deszczowe, pochmurne lato lub jesienna słota, będą tu najlepszymi sprzymierzeńcami. Dajcie się namówić na tę podróż. Kto wie, może odkryjecie coś, czego nie spodziewaliście się znaleźć. To właśnie jest piękno muzyki.


Jakub Karczyński


PS Zainteresowanych wsparciem "Czarnych słońc" odsyłam pod ten adres:  https://buycoffee.to/czarne-slonca. Zachęcam też do aktywności w komentarzach, bo właśnie tę formę wsparcia cenię sobie najbardziej. Za każde dobre słowo z góry serdecznie dziękuję.