Gdy jedni rozpaczają, że lato nieubłagalnie dobiega końca, ja żegnam je bez zbytniego żalu. Jakoś tak się w ostatnich latach dziwnie plecie, że w tym okresie odczuwam największe zmęczenie, brak weny i w ogóle jakieś takie zniechęcenie. Dopiero wraz z nadejściem jesieni moje akumulatory znów zaczynają pracować na pełnych obrotach. Muzyka też jakby nabierała większych rumieńców, a płyty, które tak pieczołowicie gromadziłem, wreszcie dostępują należnej im uwagi. Tegoroczna jesień powinna być obfita w muzyczne zbiory. Oczywiście będą to zapewne same starocie, bo muzyczne premiery jakoś nie rozpalają mojej wyobraźni. Prędzej już wznowienia jak choćby album Snake Corpse "Smother Earth" (1990), który 16 października po latach nieobecności nareszcie powróci na rynek. Póki co, dostępny jest preorder, niestety wysyłka obejmuje wyłącznie teren Stanów Zjednoczonych. Z zapewnień wydawcy (Iconoclassic Records), album ma być dostępny także i dla innych części świata. Wznowienie debiutu zakupiłem poprzez stronę Amazona, liczę więc, że za jakiś czas pojawi się na ich stronach także "Smother Earth". To w końcu tam znajduje się utwór Colder Than The Kiss czyli utwór, który otworzył mi bramy do ich muzycznego królestwa.
Tymczasem cieszę się jak dziecko, że do mej kolekcji płyt grupy Wipers, dołączyły albumy "The Herd" (1996) oraz amerykańskie tłoczenie "Follow Blind" (1987). Co prawda posiadam już jej piękną reedycję, ale jak to mówią, stare wydania mają w sobie ten niezaprzeczalny urok i przede wszystkim duszę. Cóż szkodzi mieć je obie na półce? Wipers to klasa sama w sobie, stąd też żaden miłośnik post punku nie może przejść obok ich dorobku obojętnie. Na ich twórczość powoływał się między innymi Kurt Cobain. Co ciekawe, Greg Sage, czyli pomysłodawca i mózg zespołu, tworząc Wipers założył sobie, że będzie on miał charakter wyłącznie studyjny. Mieli ambicję nagrać piętnaście płyt w dziesięć lat oraz żyć w cieniu medialnego flesza, dzięki czemu chcieli wytworzyć wokół siebie aurę tajemniczości. Celem tych działań miało być pobudzenie wyobraźni słuchacza i sprawienie by bardziej zaangażował się on w proces słuchania muzyki. Sage podchodził do tej materii niezwykle poważnie, uważając, że skoro jest ona dziedziną sztuki, to nie można traktować jej jak towar. Planował także samodzielnie wydawać albumy The Wipers w stworzonej przez siebie wytwórni Trap Records, ale ostatecznie związali się z Park Avenue Records, licząc na zdobycie nieco większej rozpoznawalności. Z punkowej prostoty pierwszych albumów, płynnie przeszli do post punku, poszerzając tym samym krąg swych odbiorców. Dziś słusznie uważani są za jedną z ciekawszych punkowych załóg, którzy wypracowali sobie tak charakterystyczne brzmienie, że nie sposób ich z nikim pomylić. Całkiem nieźle jak na zespół, który miał ambicję egzystować w cieniu.
Jakub Karczyński
PS Przypominam, że cały czas można też stawiać wirtualne kawy dla "Czarnych słońc". Chętnych do udzielenia mi takowego wsparcia odsyłam pod ten adres https://buycoffee.to/czarne-slonca. Oczywiście jest to całkowicie dobrowolna forma docenienia mojej pracy. Fajnie jak jest, ale też nie uzależniam od niej działalności tego bloga. Każdemu, kto jednak decyduje się na takowe wsparcie serdecznie dziękuję.

