29 sierpnia 2026

BYLE DO JESIENI


Gdy jedni rozpaczają, że lato nieubłagalnie dobiega końca, ja żegnam je bez zbytniego żalu. Jakoś tak się w ostatnich latach dziwnie plecie, że w tym okresie odczuwam największe zmęczenie, brak weny i w ogóle jakieś takie zniechęcenie. Dopiero wraz z nadejściem jesieni moje akumulatory znów zaczynają pracować na pełnych obrotach. Muzyka też jakby nabierała większych rumieńców, a płyty, które tak pieczołowicie gromadziłem, wreszcie dostępują należnej im uwagi. Tegoroczna jesień powinna być obfita w muzyczne zbiory. Oczywiście będą to zapewne same starocie, bo muzyczne premiery jakoś nie rozpalają mojej wyobraźni. Prędzej już wznowienia jak choćby album Snake Corpse "Smother Earth" (1990), który 16 października po latach nieobecności nareszcie powróci na rynek. Póki co, dostępny jest preorder, niestety wysyłka obejmuje wyłącznie teren Stanów Zjednoczonych. Z zapewnień wydawcy (Iconoclassic Records), album ma być dostępny także i dla innych części świata. Wznowienie debiutu zakupiłem poprzez stronę Amazona, liczę więc, że za jakiś czas pojawi się na ich stronach także "Smother Earth".  To w końcu tam znajduje się utwór Colder Than The Kiss czyli utwór, który otworzył mi bramy do ich muzycznego królestwa.   

Tymczasem cieszę się jak dziecko, że do mej kolekcji płyt grupy Wipers, dołączyły albumy "The Herd" (1996) oraz amerykańskie tłoczenie "Follow Blind" (1987). Co prawda posiadam już jej piękną reedycję, ale jak to mówią, stare wydania mają w sobie ten niezaprzeczalny urok i przede wszystkim duszę. Cóż szkodzi mieć je obie na półce? Wipers to klasa sama w sobie, stąd też żaden miłośnik post punku nie może przejść obok ich dorobku obojętnie. Na ich twórczość powoływał się między innymi Kurt Cobain. Co ciekawe, Greg Sage, czyli pomysłodawca i mózg zespołu, tworząc Wipers założył sobie, że będzie on miał charakter wyłącznie studyjny. Mieli ambicję nagrać piętnaście płyt w dziesięć lat oraz żyć w cieniu medialnego flesza, dzięki czemu chcieli wytworzyć wokół siebie aurę tajemniczości. Celem tych działań miało być pobudzenie wyobraźni słuchacza i sprawienie by bardziej zaangażował się on w proces słuchania muzyki. Sage podchodził do tej materii niezwykle poważnie, uważając, że skoro jest ona dziedziną sztuki, to nie można traktować jej jak towar. Planował także samodzielnie wydawać albumy The Wipers w stworzonej przez siebie wytwórni Trap Records, ale ostatecznie związali się z Park Avenue Records, licząc na zdobycie nieco większej rozpoznawalności. Z punkowej prostoty pierwszych albumów, płynnie przeszli do post punku, poszerzając tym samym krąg swych odbiorców. Dziś słusznie uważani są za jedną z ciekawszych punkowych załóg, którzy wypracowali sobie tak charakterystyczne brzmienie, że nie sposób ich z nikim pomylić. Całkiem nieźle jak na zespół, który miał ambicję egzystować w cieniu.


Jakub Karczyński


PS Przypominam, że cały czas można też stawiać wirtualne kawy dla "Czarnych słońc". Chętnych do udzielenia mi takowego wsparcia odsyłam pod ten adres https://buycoffee.to/czarne-slonca. Oczywiście jest to całkowicie dobrowolna forma docenienia mojej pracy. Fajnie jak jest, ale też nie uzależniam od niej działalności tego bloga. Każdemu, kto jednak decyduje się na takowe wsparcie serdecznie dziękuję.
 

03 sierpnia 2026

TELEWIZYJNE CIĘCIA

Uwielbiam Television, uważam, że ich płyta "Marquee Moon" (1977) jest pozycją zjawiskową, którą każdy interesujący się muzyką alternatywną, powinien posłuchać przynajmniej raz. Albumem tym udowodnili, że potrafią przekraczać nie tylko muzyczne granice, ale i otwierać drzwi do innych światów.  Szkoda, że pozostawili po sobie zaledwie trzy wydawnictwa. Gdy w grudniu 2025 pisałem o zespole jak i solowych poczynaniach Toma, nie myślałem, że po siedmiu miesiącach znów powrócę na ten szlak. Nie było jakiegoś szczególnego impulsu. Przeglądając stos płyt do przesłuchania, wyjąłem z niego album "Warm And Cool" (1992), który jakoś tak dobrze mnie nastroił, że z ciekawości zacząłem przeszukiwać internet pod kątem solowych płyt Toma. Szybko okazało się, że w serwisach aukcyjnych pojawiły się albumy, których nie miałem na swej półce. Płytę "Dreamtime" (1981) nabyłem bez większego zastanowienia, bo i stan jak i cena w pełni zgadzały się z moimi oczekiwaniami. Z kolei "Flash Light" (1987), który dotąd widywałem tylko na winylu, w końcu objawił się także w postaci CD. Choć cena oscylująca wokół kwoty sto złotych nie była w stanie mnie zniechęcić, to już nędzny stan nośnika już jak najbardziej. Próby negocjacji ceny nie przyniosły większych efektów, więc odpuściłem. Rozpalona wyobraźnia zaprowadziła mnie na niezawodnego Discogsa, gdzie bez większego problemu odnalazłem nieco tańszy egzemplarz i do tego w dużo lepszym stanie. Minusem był jednak stan okładek, które zostały ponacinane. Pomyślałem jednak, że lepsza nieco uszkodzona okładka, niż zacinająca się płyta. Mam jednak nadzieję, że cięcia nie były dokonywane ręką jakiegoś barbarzyńcy. Niszczenie dóbr kultury to rzecz, która nie mieści mi się w głowie. Nie ma na to usprawiedliwienia. Usłyszałem ostatnio, że wykupuje się stare książki naukowe z antykwariatów by uczynić na nich AI. Efektem tej nauki są setki pociętych i zniszczonych książek, które po takiej nauce nadają się już tylko na makulaturę. Obawiam się, że karmimy potwora, który w niedługim czasie stanie się naszym przekleństwem. Gdyby przyznawano nagrody w kategorii generowania problemów, ludzkość byłaby niekwestionowanym mistrzem. Nic dziwnego, że największym zagrożeniem dla naszej planety jesteśmy właśnie my.    


Jakub Karczyński