11 marca 2026

STIV


Czasem człowiek znajduje płytę, której nie szukał. Mało tego, nie miałem nawet świadomości jej istnienia, więc siłą rzeczy nie spędzała mi ona snu z powiek.  Jednak jako fan The Lords Of The New Church, nie mogłem przejść obojętnie koło solowej płyty Stiva Batorsa. Nie było się nad czym zastanawiać, bo przecież w każdej chwili ktoś mógł mi ją zgarnąć sprzed nosa. Ryzyk fizyk jak to mówią. Najwyżej mi się nie spodoba. Zresztą jej cena nie była zbytnio wygórowana i stanowiła połowę tego, co dziś musielibyście zapłacić za ten album tyle, że na nie na CD, a na kasecie magnetofonowej. Kilka dni oczekiwania i listonosz dostarczył przesyłkę pod właściwy adres. Czy warto było czekać? Jeszcze jak. Płyta "Disconnected" (1980)*, to świetne uzupełnienie dorobku jego macierzystej formacji. Zresztą to jedyny album jaki wyszedł za życia Stiva. Materiał został nagrany w 1980 roku, czyli jeszcze przed powołaniem do życia grupy The Lords Of The New Church. Wcześniej Stiv występował w The Dead Boys, otarł się też o tak uznane grupy jak The Damned czy Sham 69. Z tym ostatnim zespołem nie miałem jeszcze przyjemności się zaznajomić, ale podjąłem już pierwsze kroki, by zmienić ten stan rzeczy. Póki co, na razie z odtwarzacza nie wyganiam Stiva. Niech nacieszy jeszcze me uszy. Wielka szkoda, że to jedyne wydawnictwo Stiva, choć istniała też realna szansa na kolejne albumy. Po rozpadzie The Lords Of The New Church, Stiv wyjechał do Paryża, gdzie rozpoczął nagrywać kolejny album. Jak doskonale wiemy, nie ukończył go, gdyż uległ tam wypadkowi, który w konsekwencji doprowadził do jego śmierci. To co udało mu się zarejestrować, zebrano i wydano w 1996 roku na pośmiertnym albumie "Last Race". Jest to jednak już bardziej ciekawostka dla fanów, a nie koncepcyjny album artysty, więc możemy sobie tylko wyobrażać jak mógłby wyglądać. Tym bardziej warto więc odkurzyć płytę "Disconnected" i zanurzyć się w jej zawartości. To rzecz nie tylko dla zatwardziałych szalikowców grupy The Lords Of The New Church, ale i dla wszystkich tych, który cenią sobie świetne melodie. Fani z pewnością nie powinni pominąć tej płyty na swej drodze. a reszta świata niech chociaż posłucha.


Jakub Karczyński


* Moja edycja płyty CD ma błędny spis utworów zamieszczony na tylnej okładce. Według rozpiski, na pozycji numer dwa, powinna znajdować się kompozycja Too Much To Dream, która w rzeczywistości znajduje się pod ścieżką numer sześć. Niejako w nagrodę otrzymujemy też dwa dodatkowe nagrania na pozycji dziesięć i jedenaście (Circumstantial Evidence oraz It's Cold Outside), które nie zostały ujęte w ewidencji. Być może ktoś zorientował się w pomyłce, bo zdecydowano się wydrukować poprawną listę nagrań na samej płycie CD, co jest praktyką raczej niespotykaną. 
 
Kawowe wsparcie dostępne pod stałym adresem. Tym małym gestem motywujecie mnie do jeszcze cięższej i efektywniejszej pracy. Jeśli macie chęć dorzucić się do skarbonki, to serdecznie zapraszam pod ten adres:  https://buycoffee.to/czarne-slonca Za każdy dowód wsparcia (komentarz, kawa) jestem niezwykle wdzięczny i zobowiązany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz