W ostatniej audycji Micka Mercera pojawiło się kilka nagrań The Danse Society, w tym nagranie My Heart z debiutanckiej płyty. Przyznam szczerze, że w moim prywatnym rankingu ich najlepszych płyt, szczyt od lat okupuje ich drugi album "Heaven Is Waiting" (1983). Debiut jakoś nie zaskarbił sobie mojej atencji i stał sobie przez długie lata na półce, nie niepokojony przez nikogo. Impuls od Micka spowodował, że stanąłem do ponownej konfrontacji z tym materiałem. Tym razem już maksymalnie skupiony, by wyłapać to czego wcześniej nie udało mi się dostrzec. Aby wzmocnić siłę odbioru posłużyłem się słuchawkami, dzięki którym łatwiej jest wyłapać to co dzieje się na drugim, a czasem i na trzecim planie. Słucham więc sobie tego materiału i zachodzę w głowę gdzie ja wcześniej miałem uszy. Przecież tu aż roi się od mrocznych brzmień, które może nie powalają przebojowością, ale za to tworzą niesamowitą atmosferę. Momentami czuć tu echa Joy Division, ale przecież nie ma w tym nic złego. Co prawda, w dalszym ciągu płytą pierwszego wyboru, będzie dla mnie album "Heaven Is Waiting", ale debiut zyskał w moim rankingu kilka dodatkowych punktów. Zerknąłem sobie do recenzji tej płyty na moim blogu, by zobaczyć jak wówczas ją postrzegałem. Pod większością stwierdzeń wciąż mógłbym się podpisać, ale bywają i takie, przy których już bym tak kategorycznie nie obstawał. To tylko pokazuje, że pisanie recenzji nie ma większego sensu. Są one zapisem danej chwili, emocji jakie wówczas nam towarzyszyły i okoliczności. Nie ma więc sensu kruszyć o nie kopii. Poza tym każdy z nas przefiltrowuje muzykę przez własne preferencje muzyczne, stąd też nie ma czegoś takiego jak obiektywna recenzja. Dlatego też nie podchodźmy do nich śmiertelnie poważnie, bo jak głosi stare powiedzenie, gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie.
Jakub Karczyński

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz