Jutro czeka mnie voyage, voyage do Wrocławia na występ Anji Huwe. Przed niespełna rokiem, jechałem do Wrocka na Public Image Ltd, a teraz by obejrzeć inną legendę, tworzącą niegdyś Xmal Deutschland. Pomału robi się z tego piękna tradycja. Anja w ostatnim czasie dość często pojawia się w Polsce. Była jedną z gwiazd ostatniej edycji festiwalu Soundedit, ale wtedy nasze ścieżki się nie przecięły. Mając do wyboru tylko jeden festiwalowy dzień, zdecydowałem się na ten, gdzie grali The Chameleons, Fields Of The Nephilim i 1984. Wychodzi na to, że postawiłem na właściwego konia, bo to co mnie ominęło w ubiegłym roku, będzie okazja nadrobić już jutro. Oczywiście nie wszystko, bo przecież Gavin Friday też przeszedł mi wtedy koło nosa, czego ogromnie żałuję. Może jeszcze będzie kiedyś okazja go zobaczyć. W tym roku za to ostrzę sobie zęby na The Wolfgang Press i Marca Almonda, którzy uświetnią tegoroczną edycję Soundedit.
Wracając jednak do Anji Huwe, to jej powrót na scenę, to zasługa Mony Mur. To ona przekonała ją by wrócić do śpiewania, za co wszyscy powinniśmy być jej dozgonnie wdzięczni. Gdyby nie ona, nie powstałaby przecież solowa płyta Anji "Codes" (2024), w której to Mona miała także swój udział. To właśnie ten album będzie promować jutro nasza bohaterka, ale zapewne znajdzie się też i miejsce dla kilku utworów jej macierzystej formacji. Miejsce, w którym wystąpi - Stary Klasztor, to wprost idealna lokalizacja dla takiej muzyki. Miałem przyjemność oglądać tam i Wayne'a Husseya jak i Clan Of Xymox, a teraz przyjdzie i czas na Anję Huwe. Supportem będzie rodzimy Closterkeller i jest to jak najbardziej zrozumiała decyzja, bowiem swój pseudonim, Anja Orthodox zawdzięcza właśnie Anji Huwe. Closterkeller w początkach działalności mocno inspirował się takim falowym graniem. Szkoda, że dziś płyną już w zupełnie innym kierunku, bo co by nie mówić o grupie Closterkeller, to faktem jest, że wykonała ona niesamowitą pracę, dzięki której gotyk wdarł się do polskich domostw. Czy to dobrze, czy to źle, niechaj każdy rozsądzi sam. Tymczasem ja wracam do przesłuchiwania płyt Xmal Deutschland, Anji Huwe i może zdmuchnę w końcu kurz z płyty "Argento" (2025). Lepszej okazji już chyba nie będzie, by zmierzyć się z ostatnim albumem Closterkellera.
Jakub Karczyński

byłem wczoraj w Zduńskiej Woli na Anji i Clan of Xymox. Dzikie tłumy - no nie spodziewałem się aż tylu zainteresowanych. trzy czwarte publiki nie zmieściło się do środka Domu Kultury i musiało albo chciało oglądać występy na telebimie. trochę dziwne wrażenia bo to tak jakbym koncert oglądał w telewizji. preferuje jednak bardziej bezpośredni kontakt wzrokowy z artystą.... no ale koncerty mnie jednak trochę rozczarowały - Clan of Xymox to był chyba najsłabszy z 6 czy iluś razy kiedy ich widziałem. nie wiem czemu właściwie. grali strasznie statycznie i właściwie tylko ostatnie kawałki ale słabo słyszane gitary więc wychodziło za bardzo elektroniczne umpa umpa. no a Anja - na sound edicie to było fascynujące - wczoraj tylko poprawne. gdzieś brakowało tej magii, dreszczyku emocji po 30 latach nieobecności na scenie... zagrali co powinni i niestety trzeba się było przed końcem zbierać na ostatni pociąg do Łodzi... nie wiem ile jeszcze potem grali, ale 45 przerwa między CoX a Anją to jednak duża porażka organizatorów. Brałem udział (również jako wykonawca) w kilku festiwalach znanych i jednak szybciej i sprawniej zazwyczaj zmiany zespołów przebiegały... No musza to na przyszłość dopracować. Zawiedziony jestem również, ze na merchu nie mieli Peel Sessions w wersji CD - a na to liczyłem bo winyle mnie nie interesują. Cóż trzeba będzie poszukać CD w necie...
OdpowiedzUsuńJa właśnie zamierzam do Wrocławia by zobaczyć obie Anje 😛PKP zapewniło mi już odpowiednie emocje - 88 minut opóźnienia. Co do koncertów, to nie mam specjalnych oczekiwań. Po prostu chciałem ją zobaczyć, dotknąć i posłuchać legendy, tworzacej niegdyś Xmal Deutschland.
UsuńCo do Twoich refleksji pokoncertowych. W przypadku Clan Of Xymox może wchodzić jakieś takie rutyniarstwo. Setlisty właściwe mało się różnią, więc jak widziałeś jeden koncert COX, to jakbyś widział wszystkie. Oczywiście żartuję, ale ziarnko prawdy w tym jest.
Kwestia przerw między koncertami to faktycznie porażka organizatorów. Nie powinno to tak wyglądać. Muszą nad tym w przyszłości popracować.
W przypadku płyty z sesjami dla Peela, to też liczyłem po cichu, że kupię na koncercie ten album. Niestety premiera jest dopiero 10 lipca jeśli mnie pamięć nie myli, więc pewnie stąd brak płyt na trasie.
Pozdrawiam z trasy Poznań - Wrocław